3 Nocny Bieg Świętojański

Dokładnie teraz zakończył się mój hardcorowy weekend. Jest co wspominać i jest o czym pisać! Dlatego każdemu z wydarzeń mam zamiar poświęcić osobny post. Zacznijmy od piątku… III Nocny Bieg Świętojański, 3h snu, Trening z Anną Lewandowską, 2 osiemnastki kolejne 3h snu, Color Run w Pozaniu i jako wisienka na torcie przygotowanie „dania dla sportowca” na Szkolny Dzień Sportu. Tak to w skrócie wyglądało, zastanawiałam się kiedy dopadnie mnie zmęczenie. Kofeina jednak robi swoje, w moim przypadku nawet i w bardzo małych dawkach a w szczególności po głodzie kofeinowym (nowa sztuczka przed zawodami). Zmęczenie pojawiło się wczoraj po przyjeździe z biegu czyli w idealnym momencie.  Mimo to bardzo podobał mi się ten zakręcony weekend, chcę więcej kumulacji takich zdarzeń!

Od początku.

W poniedziałek już wiedziałam, że jestem przetrenowana. W niedzielę miałam wolno pobiegać 10-15km a wyszedł z tego terenowy trening w 2-3 zakresie w upale na 12km. Mimo to bardzo dobrze i lekko mi się wtedy biegło bo towarzyszył mi Loki. Z moich 3 treningów w tygodniu nie wiadomo jak zrodziło się 5-6. Nie skorzystałam tym razem z rady: „lepiej 4 treningi mniej niż jeden za dużo”. Przez co w poniedziałek nie podołałam biegowi tempowemu. W środę zrobiłam bieg 5km w terenie i koniec. Nadal czułam się przemęczona, a moje czwartkowe samopoczucie nie wróżyło nic dobrego. Nadszedł piątek.

_DSC2578

Do szkoły nie poszłam. Wolałam porządnie się wyspać, spakować i nastawić psychicznie na nowe, ogromne i liczne wyzwania. Ruszamy… A konkretniej ruszam JA, która 4 dni wcześniej odebrała prawo jazdy. Można to nazwać wyzwaniem numer 1. Podróż minęła dosyć sprawnie jak na mój długodystansowy debiut. Zajechałam z tatą (ładniej brzmi tata ze mną ;p) do hotelu Olimpia w Gdańsku. Zameldowaliśmy się i zostawiliśmy zbędne rzeczy w pokoju. Kierunek Gdynia. Samochód został zaparkowany w odległości 1km od startu/mety przy Skwerze Kościuszki.

_DSC2576

Nie padało, nie wiało, upału nie było, więc jakby nie spojrzeć na bieganie pogoda idealna. Pora już mniej, bo o północny jeszcze treningu nie miałam. Pakiet startowy odebrałam w namiocie bez żadnej kolejki: numer startowy, chip, parę ulotek i jakieś bony.

_DSC2592

Zbliżała się godzina 21, więc postanowiliśmy coś zjeść. Szczerze wam powiem, że bałam się tego posiłku. Jak zawody są z rana to bez problemu bułka z dżemem, kawa i elegancko wszystko gra, a tutaj w żołądku miałam jednak cały dzień. No cóż zjeść coś trzeba, lekko strawnego… Padło na naleśniki z serem, warzywami i jakiś sosem… Były obłędne, dałabym im 10/10. Ten posiłek okazał być się dla mnie spełnieniem moich obaw, jednym wielkim błędem i porażką przedbiegową. Do tego wypiłam herbatę i kawę waniliową co jeszcze bardziej pogorszyło sprawę podczas biegu, ale o tym później… Mimo to kawa mnie ożywiła i czułam się gotowa i pozytywnie nastawiona do startu. W planach był jeszcze red bull, całe szczęście, ze tata odradził mi go wypić.

_DSC2600

O godzinie 22.00 wystartował marsz Nordic Walking. Trasa prowadziła przez bulwar i liczyła 4km z hakiem. Nigdy nie spotkałam się jeszcze z taką obstawą trasy. Przez barierkę przechodzili tylko ci, którym życie nie było miłe, dosłownie! Co więcej sędziowie na trasie zwracali uwagę na popełniane błędy i spisywali numery osób, które źle szły. Dwukrotne takie zapisanie traktowano jako dyskwalifikację.

_DSC2586

Mój czas zbliżał się wielkimi krokami. Miałam wystartować w strefie granatowej. 46-50. Organizatorzy sami przydzielali do stref startowych według najlepszych uzyskanych czasów do tej imprezy. Czyli brakowały mi tylko 2 sekundy to lepszej strefy startowej. Start z nieswojej strefy skutkował karą w postaci doliczenia 5min. Dość surowo, ale porządek był. Rozgrzałam się i przed północą ustawiłam się w pierwszym rzędzie moje strefy. Miałam zamiar pobiec na życiówkę. Zaczęło się odliczanie. Osobisty fotograf na posterunku, elita już ruszyła, biała strefa też. Klikam na przycisk zegarka i biegniemy.

_DSC2635

Pewien mężczyzna przewraca się tuż po przekroczeniu linii startu, a reszta na niego wpada. Ścisku nie ma, trzymamy tempo i zaczynamy. Jest ciemno a na trasie cicho. Słychać tylko odgłos odbijających się butów biegowych od asfaltu, 7 tysięcy oddechów oraz co jakiś czas panią z Endomondo. Ulice: Waszyngtona, Wendy, Polska, Wiśniewskiego mijają spokojnie. Z jednym lub dwoma podbiegami, z którymi poradziłam sobie bez problemu. Jak widać treningi w terenie bardzo pomagają. Tempo niby trzymam, tak mi przynajmniej pokazuje zegarek… Zegarek się niestety pomylił i to solidnie na moją niekorzyść. 10s na kilometr różnicy to jest coś jak pomnożymy przez 10km. Skręcamy w prawo na 2 kilometrową prostą ulicy Świętojańskiej. Widać, że jest to główna ulica. Wszyscy kibice zgromadzili się właśnie na niej.

_DSC2726

Mój prawdziwy bieg właśnie się zaczyna… Naleśnik daje o sobie znać. W żołądku robi mi się gimela, a ja czuję jak przez to zwalniam. Jestem mega wkurzona, ale mega zawzięta. Nie chcę przestawać biec, jednak nie mogę, nie potrafię. Już szukam miejsca w krzakach, aby zwrócić zawartość żołądka. Jednak przy zakręcie i fladze 7km kłódka w brzuchu się otworzyła i coś puściło. Dostałam przypływ energii, więc przyśpieszyłam. Jednak towarzyszyło mi dziwne uczucie, że wkrótce brzuch da osobie znać po raz kolejny. Starałam się o tym nie myśleć biegłam. Porządne tempo na 7km i tak jak przeczuwałam na nowo problemy żołądkowe, tym razem na bulwarze.

_DSC2892

Biegnę! Ja cały czas biegnę! Jest flaga 1km ! Zapach piwa, starego oleju, ryb, gofrów jeszcze bardziej mnie dobija. Jest mi nie dobrze, ale teraz mam odpuścić? Przebiegam obok zaparkowanego samochodu i chcę już być na mecie. Nic mi już nie pozostało oprócz wciśnięcia gazu do dechy i zakończenia tej katorgi. Przekraczam linię mety z nowym rekordem życiowym. Po czym szukam miejsca na zwrócenie zawartości żołądka. Już jest dobrze. Wracam po wodę i medal, patrzę na zegarek i widzę 45:50 – 10km, a trasa 46:00. Nie ma co ukrywać, liczyłam na więcej i byłam w stanie pobiec szybciej. Jak widać nie codziennie można mieć „ten dzień”, nie zawsze ma się idealną dyspozycję do biegu, każdy z nas popełnia błędy, ale nie każdy się na nich uczy. Ja teraz wiem, że banan z red bullem byłby idealną piątkową kolacją. Nie ma gdybania! Jest tylko nauka na przyszłość. Po czasie przyszedł do mnie SMS z wynikiem, 73 na 2157 kobiet, 3 w kategorii K16 na 89 dziewczyn. Dekoracja miała nastąpić o godzinie 2.00. Poczekałam i odebrałam swoją nagrodę. Jak to prowadzący Romek Toboła powiedział: „Teraz już nie powiesz jestem z Gniezna i nikt mnie nie zna”.

_DSC3061

Nawiasem mówiąc do miejsca 2 brakowały mi tylko 2 sekundy 🙂 Po  dekoracji wróciliśmy do hotelu, tym razem tata prowadził. Jakby nie spojrzeć zgarnęłam nagrodę i mam nową życiówkę.  

_DSC3076

W bieganiu podczas zawodów podoba mi się to, że mimo bólu i cierpień na trasie, pozytywnie oceniam bieg. Nigdy nie jestem sobą rozczarowana i nigdy nie będę. Ciężko pracuję na swoje wyniki podczas treningów, a starty w zawodach są dla mnie sprawdzianem i lekcją. Powinnam teraz napisać, że w hotelu zasnęłam jak kamień. A jednak nie. Zmęczona nie byłam, a spać mi się kompletnie nie chciało. Do budzika pozostały 3h z hakiem więc trzeba było liczyć barany. Następnego dnia miała czekać na mnie Anna Lewandowska.

>>GALERIA ZDJĘĆ<<