Orlen Warsaw Marathon – Bieg Oshee 10km – część II

Warszawa, Stadion Narodowy, godzina 9.25. Stoję i czekam. Ja wraz z innymi 20 tysiącami biegaczy. Nad nami chmury, helikopter,  wokół nas inni biegacze, obok nas Wisła, z drugiej strony Stadion, przed nami strat. W nas cel.

„…Oglądamy zza barierki start maratonu. Po krótkim czasie przyszła kolej na nas… na mnie…” Widzę pacemakera z flagą 45:00 a za mną 47:30. Stoję w strefie życiówkowej, ale czy dotrwam? W głowie mam mętlik, brzuch na 3 min. przed startem się uspokoił, a ja skoncentrowałam się. Mam rodziców  z przepustką „media”, z którymi już się pożegnałam. Maraton wystartował… coś się rusza…

4

Przechodzę przez linię startu po około minucie od wystrzału (netto-brutto) włączam zegarek, muzykę i zaczynam walkę. Żegnam Wybrzeże Szczecińskie i razem z tysiącami biegaczy przebiegam przez Most Świętokrzyski. Uśmiecham się, cieszę się, że to właśnie tu w Warszawie mogę być i biegać. Muzyka mi sprzyja, dodaje energii. Spotykam Zosię, autorkę bloga Kobiety Biegają, witam się z nią i lecę gnać za życiówką. Pogoda sprzyja – wiatru nie ma, wystarczająco ciepło na krótki rękawek i spodenki, za to deszcz zaczyna coraz to mocniej padać. Mi to nie przeszkadza, niech pada, ważne że nogi niosą. Lekki ścisk, co powoduje, że podczas pierwszego kilometra nie mogę utrzymać równego tempa. Tak to jest gdy osoby biegnące na 1h ustawiają się w strefie 45min. Zbiegamy z mostu, skręcamy w prawo. Po prawej stronie znajduje się Centrum Nauki Kopernik, po lewej Biblioteka. Dobiegając do Wybrzeża Kościuszkowskiego rozpadało się na dobre, a ja dalej trzymam tempo i mam w zasięgu wzroku na około 100m przede mną flagę z 00:45:00. Nie chcę, aby się oddaliła, ale to zależy tylko ode mnie.

9

Podziwiam Warszawę. Gwarantuję wam, że poprzez bieganie można zobaczyć więcej i to z innej perspektywy! Mi taka opcja wycieczki podobała się o wiele bardziej niż szkolne. Mijam Skwer Radiowej Rodziny Matysiaków, oraz kilometr dalej rozpoznaję park Fontann w którym miał się odbyć 2 lata temu bieg Nike – She runs the Night. Bieg się odbył, ale w innym terminie. Kontynuujmy może moje zmagania podczas 10km Oshee.  Skręt w lewo na ulicę Romana Sanguszki to podbieg, nie długi, nie krótki, nie trudny. Tempo trzymam i biegnę ze świadomością kontroli przez niektórych moich znajomych poprzez aplikację. Aplikacja niestety nie podawała lokalizacji ani międzyczasów tylko na 5 kilometrze i mecie podała czas brutto. Widzę punkt odżywczy. Nawiązuję kontakt wzrokowy z wolontariuszką, próbuję przechwycić kubek, nie udaje się. Namierzam kolejną, tym razem trafnie. Piję łyk i gnam dalej przed siebie. Widzę odbicie uciekającej gazeli w jakimś przeszklonym budynku, to ja?, tak to ja podnoszę tak wysoko kolana i walczę. Rzadko mi się to zdarza, ale w tamtej chwili ogarnęła mnie duma. 5km patrzę na zegarek 23:10, biegnę na życiówkę! Ale to dopiero połowa, dasz radę dalej?!  Jestem w Starym Mieście a obok mnie Zamek Królewski, muzea, galerie, kościoły. Super biegnie się ze świadomością, że za kilka lat, nawet i za dwa mogę tu mieszkać. Bieg motywuje mnie do pracy i działania, aby tak się stało. Koniec dobrego. Zaczyna się kostka brukowa, na dodatek pada deszcz więc kostka jest ślizga, a ja biegnę po raz pierwszy w nowych butach na dodatek dopada mnie kolka przy Pałacu Prezydenckim, a pacemaker się oddalił. Jestem za 6km wraz z paniką. Co dalej? 4 dni temu na treningu tempowym udało mi się pobiec w takim tempie tylko 5km, a co teraz? Jest zbieg, ból u dołu brzucha nie odpuszcza. Staram się wyrównać oddech. Nie zwalniam ani nie przyśpieszam, jednak biegnę lżej bo zbiegam z małej górki. Kibice szaleją a w moich uszach słowa piosenki All in my head.

i00771

Przypomina mi się sytuacja z przed roku podczas Poznańskiego Półmaratonu gdzie na 17km również miałam kolkę. Teraz był to 7km i bieg na 10km. Zacisnęłam zęby, wzięłam się w garść i nadrobiłam straconą odległość od pacemakera. Nie teraz, nie tym razem Martyna! Nie poddawaj się. Widzę most. Już blisko, 2 km dasz radę utrzymać wzrok na zającu z niebieską flagą. Tempa na zegarku nie kontroluję już od 4 km. Na moście przyśpieszam, a za mostem zwalniam. Jest Narodowy po lewej, przebiegam przez Start. Pewien mężczyzna biegnący obok mnie mówi do mnie – „Już końcówka dajesz!” Ja nie mam sił, czekam na ostatnią piosenkę, ale cisza. Cisza przez 10s. Nie wgrała się… Cholera. Dzień wcześniej jej nie załadowałam, a dobrałam ją idealnie na finish. Cóż, nie stanę bo na ostatniej prostej nie wypada, nigdzie nie wypada, nie ze mną. Patrzę na zegar, tak to jest mój dzień! Biegnę po życiówkę!  Nie przyśpieszam bo nie mam jak, nie mam siły. Dałam z siebie wszystko. Wbiegam na metę z uśmiechem i ledwo stoję, opieram się o biegacza przez chwilę i idę dalej. Pan z obsługi pyta mi się czy wezwać pomoc. Przecząco kiwam głową i proszę o wodę. Honorowo włączam „piosenkę zgubę” i cieszę się niesprecyzowanym czasem. Skaczę, biegam po miasteczku biegacza, cieszę się! Tylko jak tu znaleźć moich rodziców?Organizator informuje o strechingu z Ewą Chodakowską to lecę się porozciągać z Ewką! Miło spotkać osobą z którą nie raz się ćwiczy przed komputerem, która motywuje i inspiruje każdego dnia. Ewa okazała się być bardzo sympatyczną osobą. Widać, że kocha to co robi i nie gwiazdorzy. Trochę się po przepychałam i fotka jest 🙂

i00843

 To na jaką się kreuje w sieci ani trochę nie odbiega od rzeczywistości. Rodzice wiedzą gdzie mnie szukać, znajdują mnie bez problemu.

Medal to srebrny pierścień z odcieniem czerwieni, jest on jednym z lepszych w mojej kolekcji, ten z tych bardziej zasłużonych o którego walczyłam do samego końca. Maratończycy dostali złoty. Kilka osób sprzeczało się i uważało, że jest to poniżenie biegaczy rywalizujących na krótszym dystansie, ale ja nie widzę sensu. Przynajmniej się czymś różnią. Inne opinie o medalu dotyczyły sporu o możliwość otwierania nimi piwa 🙂  Na medalu maratończycy jak inni biegacze mogli wygrawerować swoje imię i nazwisko wraz z czasem za 20zł. Skorzystałam i po raz pierwszy na medalu ma czas i to jaki 46:01 !! Mój poprzedni czas Gnieźnieński to 48:40 z przed roku.

1xoo-

Jestem naprawdę szczęśliwa z mojego progresu, nie ma co się oszukiwać weszłam na wyższy poziom biegania i mam ochotę na więcej. Do tego startu przygotowałam się solidnie, ale krótko. Przez jesień i zimę biegałam naprawdę mało i przechodziłam totalny regres. Jednak część lutego cały marzec i kwiecień solidnie przepracowane dały efekty. Jakby nie patrzeć wychodzi na to, że podczas tego biegu pobiłam swój rekord na 5km ! Teraz można celować w bariery tego dystansu, ale najpierw czeka mnie masa innych obowiązków.

Aplikacja podawała czas brutto, a zegarek wyłączyłam za późno, więc o czasie dowiedziałam się przez SMS z gratulacjami od kolegi – mentalengo motywatora – Lokiego 🙂 który dzień przede mną wyhasał sobie również nową życiówkę na 10km. SMS o moim czasie od organizatorów doszedł do mnie po ponad godzinie od ukończonego biegu. Ja 81 kobieta na mecie na 4677 pań. Oraz 1224 OPEN na 12244 biegaczy. Przeważnie klasyfikowana byłam trochę przed połową, teraz można to nazwać trochę bardzo przed połową lub trochę za początkiem.

Po biegu spenetrowałam całe miasteczko biegacza. Skorzystałam przy tym z różnych ciekawych badań oraz obejrzałam Expo na którym wyjątkowo sobie nic nie kupiłam. Idąc na badania doboru butów biegowych pierwsze co usłyszałam to:

-„Mam nadzieję, że nie biegła pani w tych butach”

–„Wybiegały mi przecież życiówkę”

-„To są buty do fitnessu”

I wtopa, rzeczywiście, buty które kupiłam dzień wcześniej nie nadają się do biegania, za to na siłownię mi się przydadzą 🙂

_DSC1086

Na badaniach dowiedziałam się trochę o doborze butów do mojej pronacji i mogłam w zwolnionym tempie obserwować ułożenie moich stóp podczas biegania. Następne badania to analiza tkanki tłuszczowej, BMI, tkanki mięśniowej, zawartości wody w organizmie z krótkim komentarzem pani ze stanowiska. U mnie wszystko w jak najlepszym porządku. Na metę już wbiegają maratończycy. Elita była mocna, kilkunastu czarnoskórych mówi samo za siebie.

_DSC0109

O godzinie 15.00 pojechaliśmy się spotkać z kuzynem studiującym w Warszawie. Zaprowadził nas do bardzo klimatycznej restauracji Jeffs na doładowanie energii po biegu 🙂 Po obiedzie przeszliśmy się spacerkiem Polami Mokotowskimi i nadszedł czas na powrót. Czy do rzeczywistości? Nieee, Powrót tylko i wyłącznie do miejsca zamieszkania. Rzeczywistość jest cały czas, to na nią zapracowałam pracuję i będę pracowała. Nie zawiodłam się na sobie, ale na niektórych. O tym, że dałam z siebie 100% przekonałam się dnia następnego. Łydki i uda mnie dosłownie paliły! Na 5km rozbieganiu było ciężko mimo wolnego tempa, dobrze, że nie miałam do zaliczenia 1 mili na w-fie. Palenie w nogach ustąpiło dopiero w środę, zaś radość i ekscytacja jeszcze nie ustąpiła i na długo nie ustąpi.

_DSC0797

Impreza na wysokim poziomie, chyba najbardziej spektakularna na jakiej byłam. Bez powodu nie nazwano jej Świętem Biegacza. Wszystko dopracowane do perfekcji. Oznaczenia przed biegiem, na trasie, po biegu. Trasa, wolontariusze, pomoc, medale, atrakcje dla biegaczy jak i kibiców. Atmosfera, ludzie, pasta party, darmowe badania, start, meta. Wszystko było perfekcyjne. Nic dziwnego, że organizatorzy walczą o znalezieniu się w pierwszej 20 świata. Nagrody mówią same za siebie – 70 tys. dla 1 w maratonie, nic dziwnego, że taka elita i czasy najlepsze w Polsce. W Biegu na 10km nagradzane było tylko 10 pierwszych mężczyzn i kobiet, stawki pieniężne były o wiele mniejsze w porównaniu do maratońskich.  Bieg był super i za kilka lat chciałabym się znaleźć z lewej strony startu.

Galeria Zdjęć

2015-04-26 Orlen Warsaw Marathon – przed startem + start

2015-04-26 Orlen WarsawMarathon – start 2

2015-04-26 Orlen Warsaw Marathon – meta Maratonu + miasteczko biegacza

2015-04-26 Orlen Warsaw Marathon – meta 10km Oshee

2015-04-26 Orlen WarsawMarathon  – meta 2 -10km Oshee