Start docelowy

Maraton, półmaraton, 10km, 5km, 1km ? Cokolwiek stanowiącego wyzwanie do którego się solidnie przygotowujemy i oczekujemy określonego rezultatu można nazywać startem docelowym. Większość startów docelowych ma swoje plany treningowe. Na kartce, w głowie, mniej lub bardziej stabilne i sprecyzowane. Systematyczność jest w tym wypadku najważniejsza. Bez niej nie można mówić o budowaniu bazy czy treningach pod dany cel.

Przygotowania do takiego startu to intensywna praca nad poprawą szybkości, wytrzymałości i psychiki. Aby biegać dynamicznej w harmonogramie powinny się znaleźć różne techniki treningowe. Należą do nich między innymi: przebieżki, tempówki, podbiegi, interwały, fartleki, wybiegania, biegi z narastająca prędkością i inne. W miarę wzrostu kilometrażu, wzmacniaj mięśnie, więzadła i ścięgna. Rozciągaj się i wykonuj inne treningi „uzupełniające”. Mam na myśli inne sporty np. pływanie, jazda na rowerze, gry zespołowe, tenis i wszystko co daje ruch! Nie samym bieganiem żyje biegacz! Jednak nie pozwólmy aby treningi uzupełniające zastąpiły nam bieganie.

Biegi kontrolne przed startem docelowy są również bardzo ważnym elementem przygotowań. Pozwalają sprawdzić na jakim poziomie znajduje się nasza forma. Zapewniają również wyciągnięcie wniosków z popełnianych błędów i skorygowanie ich w biegu docelowym. Dla przykładu swoje dwa starty kontrolne odbyłam na 3 i 4 tygodnie przed niedzielnym Orlen. Miałam jeszcze trochę czasu na doszlifowanie formy.

Tak zwany tapering. Słowo taper (zwężać) – właśnie to należy zrobić przed zawodami – stopniowo redukować intensywność swojego treningu, by dać sobie czas na odpoczynek, regenerację i skumulowanie sił na dzień zawodów. Lżejsze treningi, mały stresik, odpoczynek, a w przypadku maratonu nierzadko – ładownie węglami. Wszystko zależy od osoby i jej regeneracji organizmu. Ja robię sobie 2 dni przerwy od biegania przed ważnym startem. Dla przykładu jeżeli bieg jest w niedzielę  to w środę mam próbę generalną (bieg tempowy), a w czwartek biegnę w komfortowym tempie 6km.  Najważniejsze to zachować spokój i skupić się na wizualizacji upragnionego celu. Start docelowy ma być radosnym świętem, a nie walką ze stresem.

Tak jak rok temu, tak i w tym roku wybrałam sobie bieg, który ma być tym najważniejszym. Rok temu był nim Półmaraton Poznański. Kilkumiesięczne przygotowania, wiele wyrzeczeń, ciężkie treningi, walka z psychiką i zdrowiem… Nie bez powodu w tym roku celuję w coś krótszego. Krótszego, ale jakiego!? Bieg 10km Oshee, który odbędzie się już w tą niedzielę w Warszawie jest moim startem, o którym myślę na każdym treningu. W głowie nie rodzą się żadne pytania jest tylko jeden znak „?”.

Limit 13000 biegaczy na 10km już się wyczerpał… ale to nie wszystko, jest jeszcze paru maratończyków, a nawet 10000, żeby nie było mało w sobotę odbywa się charytatywny marszobieg, również z limitem 10000. Narodowe Święto Biegania, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego. Niedziela 9.30 spod stadionu Narodowego wystartuje strona lewa(maraton) i prawa (10km) wśród nich ja.

Jakie są moje założenia i oczekiwania ? Dowiecie się już w najbliższą niedzielę 🙂