5 denerwujących mnie rzeczy na stokach

Ferie czas zacząć! Z racji tego, że aktualnie je spędzam i jestem po 6-godzinnej jeździe, przygotowałam krótki spis rzeczy wkurzających mnie – snowboardzistki. Z tymi „wkurzającymi rzeczami” można żyć a przede wszystkim jeździć . Nie zdarzają się one często(oprócz narciarzy) aczkolwiek umieją być upierdliwe.

1.Muldy– Wieczne obwinianie snowboardzistów za ich tworzenie. Co jest kompletnym absurdem, narciarze mają w tym tyle samo winy co my. Poza tym na dobrze przygotowanych sokach ich po prostu nie ma. (W tym roku nie spotkałam się jeszcze.)

2.Lód – odgłos krawędzi deski na oblodzonym stoku, to dopiero jest tragedia. Psychika nakazuje zwolnić. A wywalić się na czymś takim, masakra.

3.Zimne ręce – Mój wieczny problem i nie tylko mój. Nie wiem jakbym przeżyła gdyby nie wynaleziono podgrzewaczy.

4.Dzieci bez opieki dorosłych – 5m od dziecka – tyle sobie dajcie na bezpieczne ich wyminięcie. Dzieci są bardzo nie przewidywalne, po dniu dzisiejszym szczególnie się o tym przekonałam. Poza tym kto mądry wjeżdża na czerwoną trasę z uczącymi się dzieciakami? Żaden problem jechać pługiem, ale po co przeszkadzać innym? Jak już się zderzysz z takim 5-latkiem, to nawet jak będzie jego wina (bo będzie) to co zrobisz? Dzieciak się poryczy i będziesz musiał go przepraszać jego i jego rodziców za swoją „nieostrożną jazdę”.

5.Narciarze – hit nad hitami! Można ich nawet pogrupować na tych – podjeżdżających, stojących na stokach, wpychających się przy wyciągach, szkółki narciarskie, wielkich narciarzy jeżdżących tylko do knajp i wieluuu  wielu innych. Mogłabym hejtować ich dniami i nocami, a jednak staram się być wyrozumiała. Sama aktualnie w naszej wyjazdowej grupie jeżdżę na parapecie i jakoś nie jestem wredna dopóki nikt mi nie podjedzie (przez 2 dni pobytu nic takiego się nie zdarzyło). Z resztą miłość narciarzy do snowboardzistów jest podobna 🙂

IMG_1537q