Wycieczka biegowa na Ślężę – styczeń 2017

Pomysł narodził się jakiś tydzień temu, kiedy to zgadałam się z pewną biegaczką. Powstało wydarzenie na Facebooku w którym liczba chętnych rosła. Jaki to pomysł? – 16km trasami wokół/na Ślężę. Czyli takie niedzielne wybieganie w miłym towarzystwie z pięknymi widokami i terenem. W niedzielę rano budzę się, patrzę przez okno i widzę śnieg. Dosłownie przez ułamek sekundy pomyślałam, aby odpuścić, ale mój los był już dawno przesądzony. Do Sobótki mam 29km, bo jest ona położona kawałek za Wrocławiem. Dojeżdżam na miejsce widzę pierwszy parking, a na nim z 10 biegaczy. Przyjeżdżają kolejni, aż w końcu z budynku wychodzi grupka bodajże z 30 osób.

1x

WOW niezła ekipa się zebrała. Na moje energetyczne oko – około 50 biegaczy. Przed biegiem każdy z uczestników dostał wizytówkę z numerem telefonu w razie zguby lub wypadku. Startujemy i już od samego początku mi się podoba. Ludzie uśmiechnięci, weseli, otwarci i pozytywnie nastawieni.

5x

Ręce do 4km miałam zmrożone, mimo żelu, temperatury na plusie i rękawiczek. Po 4km na tyle się rozgrzały, że czułam jakby mi płonęły 😛 Podbiegi, śnieg, podbiegi, widoki, podbiegi, las. I zaczyna się ten „oficjalny” bodajże 4km podbieg. Co chwilę nachodziła mnie ochota na marsz. Bo przecież biec cały czas pod górę? Tak się nie da! A jednak się da! Nie wiem jak to zrobiłam, ale do marszu nie przeszłam i zostałam wyprzedzona tylko przez grupkę 3 mężczyzn, którzy nie mogli się oprzeć komplementom 😛

6x

Na 9km spotykam mężczyznę, który częstuje herbatką lub cukierkami. Na 9km następuje również koniec podbiegu. Teraz już tylko z górki! Należy oczywiście uważać, bo miejscami bywało ślisko. Wybiegam z lasu i widok jest niesamowity. Na dodatek zaczęło świecić słońce, a mi biegło się bardzo komfortowo. Patrzę na zegarek 13km, „a to końcówa, jeszcze 3km mi zostały” myślę. Po czym widzę znak „Sobótka 9km” Jak? No nic nie zrobię muszę biec 😛 Ale o tyle mi się dobrze i luźno biegło, że nawet tej różnicy nie odczułam. Czas zleciał szybciej niż 5km deptania na bieżni mechanicznej.

IMG_0446

Będąc przed 17km pomyślałam o herbacie i… zobaczyłam srebrny samochód! Zbawienie na trasie! Dostałam herbatkę z cytryną i biegłam dalej. W zasięgu wzroku miałam 1 biegacza, który tak jakby był moim przewodnikiem, bo trasy nie znałam kompletnie. Całe szczęście nie przyśpieszył i dobiegłam na odpowiedni parking.

13x

Okazało się, że była to trasa półmaratonu Ślężańskiego, który odbywa się co roku we wrześniu. 21km, ponad 2h, 1000 spalonych kalorii i radość z kolejnych małych kroków nie do opisania.

Będąc już po wycieczce zastanawiam się czy, aby to z odpowiednią grupą biegłam. Okazało się, że nie 😛 Moja grupa zbierała się na innym parkingu i czekała za mną za co ogromnie ją przepraszam 🙁 Na szczęście już mi wybaczyli i zapraszają na kolejny trening.

Jakie wnioski z tego dnia?

  • Bomba węglowodanowa na śniadanie przed taką wycieczką sprawdza się idealnie.
  • Grupy biegowe tworzą coś niesamowitego. Są otwarte, opiekuńcze i troszczą się o każdego! Nie ważne kim jesteś i jak tu trafiłeś. Oni zadbają o Ciebie w 100%.