IV Dziesiątka Wroactiv

Sobie siedzę i myślę – jak ja to zrobiłam? Biegam mało, a po ostatnim wpisie na blogu można wnioskować, że przechodzę kryzys. Dzisiaj już się z tego „biegowego kryzysu” wyleczyłam. Wroactiv miał być dla mnie punktem kontrolnym po zimie i rozpoczęciem sezonu. Na życiówkę (jak już) zostawiłam sobie stolicę w kwietniu. Cóż poradzę, że po zimie głowa współpracuje lepiej z mięśniami. Dziś to właśnie Ona mnie prowadziła i jak to się skończyło? Pewnie już wiecie 😊

Dzień przed zawodami zrobiłam krótkie przebieżki i 10-kilometrowy spacer po Wrocławiu. Taka regeneracja 😛

Bieg był przewidziany w Niedzielę na godzinę 12:00, czyli dla mnie spoko. Rano śniadanko, kawa, parę innych tajemnych spraw i można śmigać na Stadion Piłkarski Śląsk Wrocław.

Cieplutko, pogada idealna na bieganie tylko troszkę powiewało i miejscami na trasie było pod wiatr. Gorzej niż na Lechitach z wiatrem być przecież nie może, więc nie marudzę. 😝

Biuro zawodów mieściło się w pomieszczeniu na parterze Stadionu? Zawodników było ponad 1200, czyli dość sporo. W pakiecie dostałam: numer z chipem, skarpetki, chrupki(niedobre), płatki(niedobre) i parę ulotek. Tym razem rozgrzewkę zrobiłam. Trucht, parę szybkich odcinków, rozciąganie dynamiczne i byłam gotowa, moje nogi również 😊

O samym biegu starałam się nie myśleć. Ograniczyłam się tylko do słowa „pocisnę”, a co to znaczy na dzień dzisiejszy? O tym nie miałam pojęcia. Wszystko miało się zaraz wyjaśnić. Stanęłam w swojej żółtej strefie (do 45min) spojrzałam na zegarek – 3 min do startu. Co ciekawe na starcie nie było ścisku. Nikt się nie przepychał, każdy elegancko miał wokół siebie jakąś przestrzeń, a wiadomo ilu było biegaczy. Można? Można. Start!

 

Biegniemy wokół Stadionu, zbiegamy na dół, długa prosta, rondo, długa prosta w przeciwnym kierunku i tak mi minęły pierwsze 3km. Patrzę na zegarek i WOW. To „WOW” trwa do 5km.

Po 5km czyli po nawrocie tempo spadło, a tętno wzrosło. Nie wspomniałam jeszcze, że cały czas biegnę ramię w ramię z mężczyzną, któremu nie raz udało się mnie ochronić przed wiatrem. Nie wspomnę o motywacji, którą ja dawałam oraz otrzymywałam. 8km był pod wiatr i to właśnie tam biegłam najwolniej.

Spojrzałam na zegarek i widzę, że nadal jestem w stanie „ucinać” z życiówki. Szkoda odpuszczać, nie dam się! Długa prosta, podbieg… i rundka wokół Stadionu na której odnotowuję najwyższe tętno. Już chcę, tak bardzo chcę widzieć metę. Widzę, wbiegam, dziękuję koledze i tradycyjnie się kładę. Zrobiłam to! A jednak potrafię biegać! 44:28 na zegarku.

Dostaję medal (like it) i cieszę się jak dziecko, radość z tej urwanej połowy(prawie) minuty jest ogromna. Tym bardziej, że nie wiedziałam czego po sobie się spodziewać. W głębi duszy chciałam się zbliżyć do życiówki, a ja ją zwyczajnie złamałam 😃

Co ciekawe organizator przewidział kontrolę antydopingową. Ogromny za to plus! Niewiele jest takich biegów w Polsce. 5 stref startowych, również na + oraz kategorie dla najszybszych Polaków.

W kategorii wiekowej K20(20-30) byłam 10 na 89, a jest to najbardziej oblegana kategoria wśród kobiet. Ogólnie zameldowałam się na mecie jako 28 na 307 kobietek. A ogólnie, ogólnie 413 na 1216 czyli bliżej 1/3 niż połowy 😛

Bardzo udany weekend. Jutro 7:30 mam wykład z Podstaw materiałoznawstwa, więc idę w kimę. Miłej nocy!

Ciuchy w jakich biegłam – Smmash

>>GALERIA I<<

>>GALERIA II<<