V Pogoń za Wilkiem

Rzadko powtarzam imprezy, ale tej nie mogłam odpuścić. Co więcej nie mogłam się jej doczekać! Nie chcę Wam teraz pitolić o mojej sesji, studiach, braku czasu, przerwie w treningach biegowych, bo to nudne, przejdźmy do Soboty, czyli dnia wyścigu.

Na śniadanie … Nie, już nie: bułka z dżemem, banan i kawa z miodem. To już przeszłość. Teraz wpadł omlecior z konkretną ilością masła migdałowego i borówkami. Ubieram się i śmigamy do Wielkopolskiego Parku Narodowego na 5 edycję Pogoni za Wilkiem.

Atmosfera już od samego początku była bardzo rodzinna i piknikowa. W Osadzie Wilka można było wypić kawę, coś zjeść, wymasować się i odebrać pakiet. Pakiet dość bogaty (sama torba już mi się na zakupy przyda): bluzka z wilkiem, wafle ryżowe, ciastko, baton Sun bites (cudo), makulatura, chip, numer startowy. W Osadzie zbierano również datki na niezbędne rzeczy potrzebne dla piesków ze schroniska. Jeżeli o pieskach mowa…

Sporo ich tam było 😊 A to ze względu na kategorię „bieg z psem” w której wystartowało aż 23 osoby ze swoimi czworonogami. Oczywiście na terenie imprezy zwierzątek było więcej, ale nie wszystkie startowały.

Czas się zbierać, czas się rozgrzewać i iść w stronę startu. Błoto, teren, tyle widzę i słyszę. Ustawiam się na stracie no i ruszam razem z 400 innymi biegowymi zapaleńcami po wilka. Już od samego początku biegło mi się komfortowo z lekką nogą. Może i początek trasy był trochę tłoczny, ale konkretny. Trochę błota, kamieni i podbiegów nikomu nie zaszkodzi. Nie wiem kiedy zleciały mi te pierwsze 3km, ale odwaliłam tam dobrą robotę wyprzedzając znaczną grupę zawodników. Dalej tempo utrzymywałam i cieszyłam się biegiem, naturą, terenem, wszystkim!

Głowa tutaj swoje zrobiła, po 5 km powtarzałam w myślach w kółko „masz zapas, masz zapas, masz zapas” i w końcu to stało się prawdą. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów trzymałam tempo. Nie licząc 7km na którym był solidny podbieg. Nie patrzyłam na międzyczasy podczas biegu, jedynie na liczbę kilometrów, które mi zostały do pokonania. To sprawiło, że nie szarpałam i biegłam na totalnym luzie psychicznym, bo fizycznie dawałam 100%.

Z trzymaniem tempa podczas biegu pomagało mi paru gentlemanów, którym z całego serca dziękuję. Biegnąc namierzałam wzrokiem kobiety przede mną i powolutku je wyprzedzałam. Mnie nie wyprzedziła żadna, a dobiegłam na 7 pozycji wśród płci pięknej na 129. 2 w kategorii K16-24 ze spektakularnym czasem 52:52. Jak na warunki (teren, błoto, kałuże, podbiegi, kamienie, nadprogramowe 250m) i przerwę w treningach biegowych dla mnie wynik bomba 😊 Na mecie medal, woda, prysznic, arbuz i biegowe pogaduchy 😊

Po biegu głównym odbyły się Biegi Wilczków, czyli Biegi dziecięce. W Osadzie Wilka dla każdego czekało ciasto drożdżowe, które bardzo zasmakowało moim rodzicom i w sumie wszystkim kosztującym, ja zaś postawiałam na banany 😛

Za 2 miejsce w nagrodę dostałam puchar i voucher do sklepu Metka Deluxe, którego już nie mogę się doczekać wykorzystać. Jakiś zapas maseł orzechowych wpadnie 😃

To był naprawdę dobry bieg. Wiedziałam, że będzie dobry. Ogromnie dziękuję organizatorom za zapewnienie mi i mojej rodzinie cudownej Soboty oraz gratuluję dobrej roboty.

Bez dwóch zdań Pogoń za Wilkiem jest dla mnie Najlepszą imprezą Biegową 😊 Triathlonową oczywiście Samsung Knox (cały czas zbieram na szosę!)

>>GALERIA I<<

>>GALERIA II<<