IX Bieg o Laur św. Wawrzyńca

Wakacje, wolna sobota? Biegniemy!

Padło na Słupce. Wiedziałam, że tam wrócę. Pierwszy raz startowałam tam w roku 2013, kiedy moja przygoda z bieganiem dopiero się zaczynała. Bieg charakteryzuje się upałem, przeważnie w dzień zawodów jest słońce, skwar i wysoka temperatura. Na dodatek start o godzinie 17:15 jest rzadko spotykany. Osobiście zawody preferuję biegać w godzinach porannych, bo zjesz śniadanie i lecisz, a tak jest trochę gorzej. Zjesz coś większego lub nie lekkostrawnego i od razu psujesz sobie bieg. Tym razem rozsądnie podeszłam do sprawy, nie wydziwiałam i problemów nie było 😊

Na miejsce zajechałam dość wcześnie, ponieważ byłam bez numeru startowego. Na pakiet się załapałam, który składał się: worka, koszulki (mało kreatywnej), pocztówki, agrafek, napoju energetycznego, wody i numeru startowego. Na Stadionie znajdowała się meta, biuro zawodów, szatnie itp. które były oddalone od startu o 2,5km. Więc na start trzeba było dojść 2,5km tzw. ”przemarszem”, który jest jednym z charakterystycznych elementów tej oto imprezy. Start na ul. Różej gdzieś w polu. Równo o 17:15 prawie 300 biegaczy zaczęło walkę z 30 stopniami i słoneczkiem.

Trasa była taka sama jak 4 lata temu, prowadziła biegaczy wioskami wokół jeziora Słupeckiego. Powierzchnia czasem asfaltowa, czasem terenowa, czasem piach lub kamienie, małe podbiegi również dało się wyczuć.

Mój bieg można nazwać festiwalem zwalniania przynajmniej do 7km. Na szczęście nie rozpoczęłam wyścigu zbyt szybko, bo wiedziałam, że upał rządzi się swoimi prawami. Nie wiedziałam na ile moje nogi są w wstanie biec w taki skwar, więc starałam się biec bezkryzysowo. Woda na trasie to było zbawienie, ta pitna jak i ta z węży strażackich bądź ogrodowych.

Do 5km biegło się jak na pogodę całkiem znośnie. Później coś się zepsuło, ale zauważyłam, że nie tylko mi, bo inni nie raczyli mnie wyprzedzać. Jeden mężczyzna próbował podkręcić moje tempo przed 7km, udało się mu, ale nie na długo, mimo to dzięki! Tabliczka z 8km i wlatuję prosto pod wodę, jestem cała mokra, ale z nową siłą do działania. Trasa teraz już jest asfaltowa i na dodatek w cieniu. Nic mi nie pozostało, jak przyśpieszyć, to lecimy! Nie wiem dlaczego obraz dwóch krów gapiących się przy trasie na biegaczy mnie tak rozbawił 😝 Dobra, ostatnia prosta, zakręt, tempo nawet i poniżej 4”00, tartan i meta.

Mój wynik:

10km – 49:04 (cel poniżej 50 osiągnięty)

K16 – 5 (czyli od 16 do 30 lat, najbardziej obstawiona kategoria)

OPEN – 116 (na 277)

KOBIETY – 17 (na 72)

Zwycięzca biegu – Tomasz Szymkowiak. 32:28 w taką pogodę i trasę niekoniecznie płaską to wynik godny pokłonów. Po wynikach widać, że była konkretna obstawa, jak mój tato mówi „harpagany”. Obstawa jest jak i nagrody dobre są, a były. Niestety nagradzanie się dublowało. Jednak nawet osoby, które nie zwyciężyły miały szansę wygrać wartościową nagrodę poprzez końcowe losowanie. Trochę trzeba było poczekać, ale szkoda przepuścić zegarek Polara, rower czy bon 500zł.

Filmik wkrótce na moim kanale.

>>GALERIA I<<

>>GALERIA II<<