II Letni Bieg Trzech Jezior

3 dystanse: 5, 10 i 15km. Na który się szarpnąć? Padło na dyszkę. Trzy dni przed startem zapisałam się i pobiegłam. Na zawody nie jechałam sama! Klaudię już znacie, jak nie to odsyłam Was do mojego poprzedniego wpisu „Tatry – nasze pierwsze starcie”. Klaudia miała swój biegowy debiut 😊

Żeby poprawiać wyniki biegowe trzeba biegać, a że życiówki biegowe zamieniłam na życiówki w ciężarach to z czasami nie szarżuję. Mimo wszystko kocham biegać i od czasu do czasu w zawodach chętnie wystartuję. Atmosfera, ludzie, sprawdzenie swojego biegowego poziomu, to wystarczy. Fajnie jak czasem wpadnie jakiś puchar, ale na to nacisku nie mam, to tylko miły dodatek 😊 Z tak spokojną głową i idealnym nastawieniem pojechałam do Trzemeszna. Odebrałam bardzo ubogi pakiet: numer z chipem, energetyk i dwa bony (grochówka, kawa). Pogoda nie była zła: 16 stopni, chmury i wiatr (niestety), ale bez opadów.

Busy w odpowiednich godzinach transportowały zawodników na miejsca startów. Pierwsi wyjechali biegacze startujący na 15km i to oni pierwsi wystartowali. My wyjechaliśmy troszkę później, więc później wystartowaliśmy. Ostatni wyjechali i wystartowali biegacze mierzący się z dystansem 5km. Meta była wspólna dla wszystkich, tak samo jak dość długi odcinek trasy.

Oprócz biegów 5, 10, 15 km organizator pomyślał również o najmłodszych. Zorganizował dla nich parę biegów dziecięcych oraz postawił dmuchany zamek 😊

Nasz start (10km) był przewidziany na godzinę 11:35. Na starcie byłyśmy już o 11:00, więc akurat aby się rozruszać. 2 min do startu, 1 min do startu, 30s do startu i… bum! Strzał, lecimy, robimy agrafkę i tak minęły nam 2km. Z Klaudią biegłam równo, ramię w ramię, ale tempem za szybkim dla nas obu. Mimo wszystko był taki moment w którym biegłam pierwsza wśród kobiet (pierwszy raz w życiu). Przeszło mi przez myśl, że jestem w stanie wygrać wyścig do momentu w którym blond Pani w krótkich włosach mnie nie wyprzedziła. Tempo za mocne jak na moje aktualne treningi, ale nie poddawałam się, cisnęłam dalej!

Po 2km biegłam sama, a wiatr wcale nie pomagał. Górek też powoli zaczynałam mieć dość, ale kilometry szybko zlatywały. Nogi poczułam na 6km i to konkretnie, odezwał się wczorajszy trening i chyba nawet góry 😛 Łatwo nie było, a podbiegi się nie kończyły. Na 7km wyprzedziła mnie kolejna kobieta, która odeszła na około 100m przede mną. Wychodzi na to, że biegnę jako 3 kobieta, o wyprzedzaniu nie było mowy, ja ledwo biegłam, a nogi miałam drewniane. Starałam się utrzymać pozycję i nie pozwolić dać się wyprzedzić innym. Udało się, ale ostatni kilometr z podbiegiem… był naprawdę ciężki, chociaż szybki. Jednak nie tylko ja przyśpieszyłam, bo kobieta przede mną również. Na mecie pojawiłam się z czasem 48:43.

Jeszcze rok temu na taki czas bym psioczyła, a teraz? Cieszę się z tego co jest i biorę co mi życie daje z wdzięcznością. Tego się nauczyłam przez ten rok i z takim podejściem można działać cuda. Taki „cudowny czas” dał mi 3 miejsce Open kobiet i 1 w kategorii wiekowej (nagrody się nie dublowały).

Klaudia również wskoczyła na pudło – 2 w wiekowej. Dostałyśmy statuetki, a ja dodatkowo za kategorię Open odkurzacz 😝 Kiedy dekoracje się skończyły nadszedł czas na losowanie nagród. Do wygrania były: gry dla dzieci, koce, pachołki, blender, sokowirówki, koce i inne dziwne rzeczy. Mi się nie udało, ale Klaudia załapała się nie MP3.

Bardzo fajny bieg, dobrze zorganizowany, trasa prawidłowo oznaczona, a ludzi do pomocy na niej nie brakowało. Paru kibiców można było zauważyć, ale szału nie było 😛 Po wbiegnięciu do miasta było ich więcej, na mecie również. Z przyjemnością zagoszczę na zimowej edycji 🙂

>>GALERIA I<<
>>GALERIA II<<
>>GALERIA III<<