Dzień 1 – Na Kasprowy i Giewont z Kuźnic

Kuźnice – Kasprowy Wierch – Kondracka Kopa – Giewont – Kuźnice

Góry w moim sercu już się zaaklimatyzowały i cały czas przypominają o sobie. Obiecałam Wam i sobie, że rozwinę bardziej szczegółowo nasze wycieczki z Klaudią. Jest co pisać, jest czym się dzielić. Mam nadzieję, że seria wpisów o Tatrach Wam się spodoba, a nawet zachęci do wyjazdu właśnie tam. 😊 Jak już pisałam w artykule (Tatry – nasze pierwsze starcie) po górach chodziłyśmy 4 dni z rzędu.

Ten wpis poświęcony jest wtorkowi, czyli naszej pierwszej wędrówce.

Zaczęłyśmy z grubej rury. Plan był jasny – Na Kasprowy i Giewont. Pobudka około 7:00, przystanek i kierunek Kuźnice. Niestety w Zakopanem busy prywatne do Kuźnic bądź Morskiego Oka jeżdżą jak im się podoba, mimo jasno rozpisanego rozkładu. Miejskie zaś kursują co do minuty, ale nimi prawie wcale się nie poruszałyśmy. W końcu jakiś tam bus podjechał z tabliczką „Kuźnice” i nas zabrał. Przed 9:00 byłyśmy już przy kolejce na Kasprowy. Na szczęście mnie jak i Klaudię kolejka nie satysfakcjonowała.

Kupiłyśmy bilety wstępu do Parku Narodowego na parę dni i mogłyśmy wreszcie wystartować. Od samego początku pochłonęły nas piękne widoki, idąc cały czas się zachwycałyśmy. Trochę przez las, trochę przez mgłę, ale nie padało. Dojście na Kasprowy Wierch zajęło nam 2h i 30min.

Szło się bardzo przyjemnie, bez tłoków na trasie. Tłok to jest na dole przy kolejce linowej, na którą turyści czekają po 3h. My w niecałe 3 byłyśmy za to na szczycie 😊 Na Kasprowym było dość chłodno i mgliście… Po chwili odpoczynku ruszyłyśmy dalej, najpiękniejszą według mnie ścieżką.

Po lewej Słowacja, po Prawej Polska, trochę mgły, gór, kamieni… Niesamowity widok, zapierający dech w piersiach. Idąc tym czerwonym szlakiem po dwóch godzinach znalazłyśmy się na Kopie Kondrackiej. Szczyt ten liczy 2005m.n.p.m i był najwyższym punktem na który wdrapałyśmy się podczas naszej wyprawy. Z Kopy bardzo ładnie było widać Giewont, czyli cel wtorkowej wyprawy.

Po godzinie już mogłyśmy się cieszyć jego realizacją. Siedziałyśmy na kamieniach dotykając metalowej konstrukcji. Nie spodziewałam się wejście na Giewont jest troszkę hardkorowe.

Strome podejście, ostre kamienie i łańcuchy… Czasem trzeba się przełamać psychicznie, aby coś osiągnąć, w sumie to zawsze 😊

Schodząc z Giewontu zaczęło się chmurzyć, więc wybrałyśmy powrót do Kuźnic szlakiem niebieskim. Zejście z Giewontu do Kuźnic trwało ponad dwie godziny i było dość niebezpieczne, bo zaczynało kopić. Śliskie kamienie i piękny strumyczek po nich płynący pomógł mi się ze dwa razy przewrócić, ale oprócz siniaków nic mi się nie stało 😊

Na szlaku niebieskim, którym schodziłyśmy można było zauważyć wiele Wrzosów i Dzwonków alpejskich. Końcówka prowadziła przez las, który przypominał scenerię z jakiegoś horroru.

W Kuźnicach bus już na nas czekał, wsiadłyśmy w pełni spełnione i zadowolone. 25km, 333pięter i ponad 38tys kroków – to był nasz wtorkowy rezultat, po którym zjadłyśmy kolację, zaplanowałyśmy kolejny dzień i zasnęłyśmy jak susły. Cdn…