Bieg Rektora Politechniki Wrocławskiej

Powiem Wam tyle – ogień w szopie. Tak mnie emocje trzymają i zarazem tak się cieszę, że mogłabym jakiegoś kota adoptować 😛 Pojawiło się zielone światełko w moim tunelu biegowym!

Jak cholerne żałuję, że rok temu nie brałam udziału w Biegu, który organizuje moja uczelnia. Nie mam bladego pojęcia jak mnie to ominęło. Na szczęście w tym roku zapisałam się od razu i nastawiłam się na walkę. Dzień przed biegiem czułam się trochę osłabiona, ale że przesiedziałam go w mieszkaniu i położyłam się wcześniej spać na dobre mi wyszło.

317 zgłoszonych z limitem 300 biegaczy. Dystans to około 6km, a dokładniej 5,89km. Bieg odbywał się w godzinach rektorskich w środku tygodnia (środa). Pierwszeństwo w zapisach mieli studenci i pracownicy Politechniki Wrocławskiej, ale dla osób spoza Uczelni również znalazły się pakiety.

15 listopada to dla Politechniki Wrocławskiej Święto, ponieważ właśnie tego dnia 72 lata temu Kazimierz Idaszewski wygłosił pierwszy naukowy wykład w powojennym Wrocławiu.

Rano na śniadanie wpadł chleb żurawinowy z dżemem i masłem orzechowym (bez banana). Preferuję aktualnie śniadania białkowo-tłuszczowe, ale przed zawodami biegowymi to kombinacje węglowodanowe sprawdzają się w moim przypadku najlepiej. Następnie wpadła kawa w drodze na start, odbiór pakietu (koszulka z numerem i chipem), lekka rozgrzewka i można startować. Start jak i Meta usytuowane były na kampusie PWr przy budynku H-14. Trasa z miękką nawierzchnią wiodła od Politechniki w stronę ZOO przez Most Zwierzyniecki, wałami za ZOO do stanicy harcerskiej i z powrotem na kampus.

O godzinie 10:00 wystartowaliśmy. Temperatura jak i pogoda sprzyjały bieganiu, a mi po rozgrzewce zimno na szczęście nie było 😊. Od samego początku czułam się dość swobodnie z pewną głową i chęcią wyprzedzania.

Do jakiegoś pierwsze kilometra biegłam z kolegą z roku, ale wiedziałam że prędzej czy później wystrzeli na przód swoim tempem😊. Mimo wszystko dzięki za początek Robert!

Kolejne kilometry zlatywały mi bardzo przyjemnie, bez kryzysów i z wyprzedzaniem. Po drodze wyprzedziłam z jakieś 3 dziewczyny i kilkunastu chłopaków. Tempo spadło mi (jak i większości) przy murach z malowidłami zwierząt. Jednak szybko się ogarnęłam wpadłam na most, zobaczyłam metę i już wszystko stało się proste.

Na mecie zameldowałam się z czasem 26:18 co dało mi 5 miejsce wśród kobiet (na 78 pań) oraz 4 wśród studentek PWr. Konkurencja była konkretna, ale że pobiegłam zgodnie z planem to nic sobie do zarzucenia nie mam 😀 Wręcz czuję się przeszczęśliwa, że udało mi się utrzymać tempo 4:29 na dystansie 6km.

Na Mecie czekał medal (cudowny!), woda, kawa, herbata, banany, cukierki itp. Po dekoracji nastąpiło losowanie nagród na które oczywiście poczekałam. Bardzo dobrze, że poczekałam, bo zostałam wylosowana już na samym początku wygrywając torbę PWr z gadżetami.

Jeżeli chodzi o to zielone światełko… Im lepszy wynik tym apetyt na więcej, a że ostatnio dość słabo z  bieganiem to tempo 4:30 utrzymane na 6km (bez bólu) jest jakimś drogowskazem. Planów na starty do końca roku nie mam, ale w przyszłym na pewno atakuję piątki, nie ma zmiłuj. Oprócz tego urywamy z triathlonu i dźwigamy opony na biegach z przeszkodami. Teraz skupiam się na treningach (żadna nowość) i materiałoznawstwie 😊

 

>>GALERIA I<<

>>GALERIA II<<