Nie chodzi o to, ile się trenuje, ale jak.

Trening składa się z dwóch elementów, a są nimi: ciężka praca oraz regeneracja. Jeśli w programie uwzględni się tylko jeden z tych elementów, pomija drugi to program będzie nieskuteczny. Z moich obserwacji wynika, że większość triathlonistów radzi sobie z ciężką pracą. I to właśnie o nich jest poświęcony ten artykuł.

Ludzie triathlonu potrzebują pomocy przy regeneracji. Tak też jest ze mną i dlatego o tym pisze akurat dzisiaj, kiedy jestem chora i mam zamiar wybrać się na trening. Jak w każdym sporcie nawet tym zawodowym właśnie w czasie odpoczynku zachodzą procesy prowadzące do poprawy kondycji, zbyt ciężkie treningi połączone z niedostatecznym odpoczynkiem nie sprzyjają w realizacji zamierzeń. Tak samo jest z siłownią, kulturystyką, budowaniem masy mięśniowej – mówi się „mięśnie rosną podczas odpoczynku”. Nie chodzi mi tutaj o przeznaczenie na regeneracje 6 dni w tygodniu, a resztę na trening. Mam na myśli wygospodarowanie sobie czasu na przemyślany i zaplanowany trening, a przy tym również na dni odpoczynku i sen.

Zauważyłam, że aktualnie panuje durnowata moda na kasowanie się kto ile spał. Wychodzi na to, że im mniej tym lepiej, bo wtedy to dopiero jesteś zapracowany, imprezowy, towarzyski. Nie w tę stronę droga, zawodowi sportowcy sypiają zwykle 10-12 godzin na dobę. Czas ten dzieli się na wypoczynek nocny (8-10godzin) i jedną lub dwie drzemki w ciągu dnia. A chyba lepiej brać za przykład zawodowców prawda? Jednak nawet jeśli nie jesteś zawodowcem warto pamiętać, że im więcej i intensywniej trenujesz, tym więcej potrzebujesz odpoczynku. Wiele osób nieubłaganie mi wmawia, że 5h snu im w zupełności wystarczy. Powiem tak, spróbuj raz iść wcześniej spać i śpij minimum 7h, a zobaczysz w czym rzecz.

Mam też na myśli pasję, całkowite zaangażowanie i ten błysk w oku kiedy pada słowo „Triathlon”. Osiągnięcie szczytów doskonałości wymaga triathlonowego życia, triathlonowego oddychania, jedzenia i spania – codziennie. Nie musisz wygrywać zawodów, nie musisz startować w Ironmanie, aby przypisać się do tej ześwirowanej grupy, po prostu to samo zaskakuje, czuje się to. Każdy z nas jest inny, ma inne cele, inne możliwości, inną przeszłość, przyszłość, ale na zasadzie czasów z Olimpijki ludzi segregować nie można. Podczas zwodów nie raz widzę jak ten ostatni na mecie ma większą frajdę niż ten pierwszy… i gdzie tu pasja? Wielu sportowców tak bardzo skupia się na wypracowaniu pożądanych cyferek, że zapominają po co w ogóle rozpoczynali ten trening – cała przyjemność gdzieś im się zgubiła.

Nie ile, ale jak.

Trening jest jednocześnie nauką i sztuką, jak to mawiał Yogi Berra „Dużo można zaobserwować po prostu patrząc”. Jednak to co w twoim przypadku zadziała najlepiej wiedzieć możesz tylko Ty (jeden z powodów dlaczego jestem trenerem dla samej siebie), a pomogą Tobie liczne źródła informacji na temat treningu. Jednym z takich źródeł jest wiedza naukowa, która najprawdopodobniej zaoferuje Ci rozwiązania odpowiednie dla szerokiej grupy sportowców. Problem jest taki, że prostych odpowiedzi nie ma i nie dostaniesz na tacy przepisu na konkretny wynik. Jeśli będziesz czerpał wskazówki tylko z nauki, ominie cię mnóstwo cennej wiedzy, nie dowiesz się np. jak trenować. Ustaleniem odpowiedniego dla siebie obciążenia jest częścią sztuki treningu, podstawą decyzji może być doświadczenie oraz ostrożne próby i siłą rzeczy błędy.