Bieg Mikołajowy

Nigdy przed startem w zawodach nie miałam dylematu czy pobiegnę, tym razem było inaczej.

Czułam się źle. Byłam po chorobie lub w chorobie z bolącym, gardłem, głową i niechęcią do wszystkiego oprócz marudzenia. Najchętniej przesiedziałabym całą niedzielę w domu, ale przecież to nie w moim stylu. Kawa, aspiryna, wapno i można biegać, mimo braku jakiekolwiek kopa energetycznego.

Bieg Mikołajowy nie mikołajkowy, bo takich jest wiele w Polsce. We Wrocławiu było ich kilka, a ten najbardziej popularny organizowany był na Torze Wyścigów Konnych. Ja kółek pięciu bądź sześciu biegać nie chciałam, więc wybrałam pętlę wałami.

Start biegu był przewidziany na godzinę 12:30, ja byłam wcześniej, bo pomyliłam godziny (lepiej wcześniej niż później). Mimo wszystko słońce przedzierało się przez chmury, więc wolny czas można było wykorzystać na spacer lub potruchtanie. Trasa biegu zlokalizowana była za Zoo w okolicach Hali Uniwersytetu Przyrodniczego, dalej prowadziła Wałami aż do mostu Chrobrego i z powrotem.

W pakiecie dostałam: numer z chipem, czapkę Mikołaja, wafle ryżowe. O 11:45 wystartował bieg rodzinny w którym peleton prowadzili Mikołaje 😊 Polegał on na wspólnym biegu w jednej grupie dzieci i ich rodziców przez park. Następnie przyszła kolej na długodystansowców. 5 min spóźnienia i o 12:35 ruszyliśmy. Ruszyłam wolno, bo czułam się źle, a moje mięśnie nie były skłonne do ciężkiej pracy.

Biegłam na luzie, do 4km wszystko było ok. Na 4 km zbieg, trawa, przebiegnięcie pod mostem, wbieg. Następnie przebiegłam przez most Chrobrego i czekała mnie podobna pętla tylko dłuższa i dająca bardziej w kość. Te ceregiele trwały aż 2km, a po nich moje nogi były jak dwie skały, nie chciały współpracować. Ostatnie 4km to była czysta katorga i festiwal zwalniania. Całe szczęście wielu mnie nie wyprzedziło, ale jednak. Na metę wbiegłam z dziadowskim czasem, ale jak na moją dyspozycję to w sumie kozackim 😛

Trasa była super, bardzo urozmaicona, dobra pod trening, który daje w kość. Nogi dało się poczuć po tych niepozornych pętlach pod mostem. Herbata na mecie była tak nie dobra, że osiągnęła miano najgorszej jaką w życiu piłam. Wypiłam ją całą bo byłam mega spragniona, ale to była już naprawdę ostateczność. Na wyniki chęci czekać nie miałam, czułam się okropnie i było mi zimno. Marzyłam tylko o ciepłej kąpieli i jedzeniu 😛

Jak się później okazało zajęłam 3 miejsce w mojej kategorii wiekowej K20-30. Dzięki uprzejmości organizatorów mogłam odebrać puchar, a teraz stoi u mnie na półce 😊

Czy ten start był błędem? Powinien być, ale dochodzę do wniosku, że jednak nie, bo w poniedziałek obudziłam się w pełni sił. Nazwę to cudem bo inaczej nie można, jednak w przyszłości będę podchodzić do takich decyzji rozsądniej, bo wolę odpuścić jeden bieg niż pobiec o jeden za dużo, a później cierpieć z braku treningów.

Zapraszam do obejrzenia relacji na moim Youtube oraz zawodników do odnalezienia siebie na zdjęciach w galeriach.