CrossAnt 2018

Już mój drugi CrossAnt 😊 Rok temu tak spodobała mi się ta impreza, że w tym roku znowu w niej wystartowałam 😊 Kierunek Marcinkowice, jakieś 30 min drogi i jesteśmy na miejscu. Biuro zawodów mieściło się w barze Solufka. Wchodząc po pakiet od razu w oczy rzuciły mi się drewniane trofea. Wyobraziłam sobie jedno z nich na mojej półce i już nie było wyjścia 😛 W pakiecie dostałam: numer z chipem, Grześka, agrafki, wlepy z logo biegu i napój izotoniczny.

Śnieg i -5 stopni nie wróżyły szybkości na trasie, ale ja lubię hardcorowe warunki. Do startu starałam się zachować ciepło, więc cały czas gdzieś siedziałam w ciepełku. Dopiero na kilka minut przed startem wyszłam potruchtać.

Impreza biegowa składała się z trzech dystansów 5km – „Mrowisko”, 12 – „Tropem mrówki” oraz 24km – „Szlakiem robotnicy”. Ja wystartowałam w tym na 12 km mimo iż numer dali mi na 24km 😛

10:20 i zaczynam swoją śnieżną przygodę. Początek trasy był lekko śliski, więc biegłam wolno. Po wbiegnięciu w trasę terenową powyprzedzałam wolniejszych biegaczy, obrałam komfortową pozycję w stawce i biegłam dalej. Zimno i chłodny wiatr doskwierał mi do 2km. Buty i skarpetki były już całe mokre, ale to nie robiło problemu podczas biegu. Jakoś po 2 lub 3km wbiegłam w las, w którym trzeba było bardzo uważać na co się kładzie stopę. Pełno zasp, wystających korzeni, kamieni, lodu… mi to nie przeszkadzało, cieszyłam się że jest wreszcie cieplej bez tego cholernego wiatru 😊 Po wybiegnięciu z lasu udało wyprzedzić mi się jeszcze 2 osoby i w taki oto sposób obrałam 3 pozycję wśród kobiet.

Trasa była bardzo malownicza, a ja się czułam wyśmienicie. Bez kryzysów i kontroli czasu na zegarku. Kilometry mijały mi jeden po drugim. W połowie dystansu była agrafka za którą czekał mnie wyższy śnieg i wiatr… jednak i to mnie nie złamało. Biegłam i biegłam aż w końcu do mety pozostały 2km na których się mega zmotywowałam i wyprzedziłam dwóch facetów. Ostatnia prosta przed wbiegnięciem na metę to był lód, więc o sprintowaniu mowy nie było. Wbiegłam na spokojnie z mega zadowoleniem, bo dałam radę!

Na mecie czekał na mnie medal z mrówką i przywieszką „12km”.

Okazało się, że buty wraz ze skarpetkami mam całe mokre, na szczęście zawsze biorę na takie imprezy ciuchy na zmianę wraz z butami, więc problemu nie było 😊 Przebrałam się i poszłam do baru Solufka w której impreza miała się zakończyć. W środku biesiada trwała w najlepsze. Muzyka, biegacze, zdjęcia, posiłki regeneracyjne i rozmowy.

 W biegu nie wystartowało wielu zawodników. Wydaje mi się że wielu nie dotarło na zawody ze względu na paskudną pogodę. Ale jak to w naturze bywa – słabsi odpadają 😛

Przed wręczeniem statuetek za bieg, odbyło się losowanie nagród. W puli były: kawy, bony na sushi, bony na wymianę opon, opaski, czapki i bony na przyszłoroczną edycję biegu oraz bieg Crossbee… który się do mnie uśmiechnął 😊

Po losowaniu okazało się, że dobiegłam jako trzecia kobieta na dystansie 12km i udało mi się zgarnąć wymarzone drewniane trofeum. Wszystko poszło bardzo sprawnie, więc po imprezie udaliśmy się na obiad, a padło na najlepsze makarony(według mnie) we Wrocławiu – Ragu.

>>GALERIA I<<

>>GALERIA II<<