Wings For Life 2018

Wings for Life to międzynarodowa organizacja typu non-profit wspierająca badania nad rdzeniem kręgowym. Naszym głównym celem jest znalezienie metody leczenia przerwanego rdzenia kręgowego. Na całym świecie finansujemy badania naukowe i testy kliniczne na najwyższym światowym poziomie, które dążą do wyleczenia urazów rdzenia kręgowego. – www.wingsforlifeworldrun.com

Pakiet niestety musiałam odkupić, bo spóźniłam się o jeden dzień z zamknięciem zapisów. Zdecydowałam się tak późno, bo wcale nie planowałam brać udziału w tej imprezie. W sumie wpadłam na ten pomysł kiedy tata powiedział, że jedzie tam jako fotograf…Tata jadę z Tobą! Przecież od zawsze chciałam pobiec w Wings for Life. Pakiet odebrałam dzień wcześniej, a w nim znalazłam: koszulkę, numer startowy, batona i RedBulla. Biuro zawodów mieściło się tam gdzie Start biegu czyli na Targach Poznańskich obok Dworca Głównego.

Imprezą podjarałam się na maksa, już dzień wcześniej dopadł mnie lekki stresik co się naprawdę rzadko zdarza przed biegami. Aby uspokoić głowę i się odprężyć spotkałam się ze znajomymi, naładowałam się węglowodanami i grzecznie poszłam spać. W dzień zawodów od rana byłam ubrana w ciuchy biegowe i lekko poddenerwowana. Jednak patrząc na wiadomości od Was zrobiło mi się cieplej na sercu i wiedziałam, że nie mogę odpuścić. Około 11 wyruszyłam w kierunku Poznania…

Impreza jest robiona z rozmachem i śmiało mogę nazwać ją najbardziej medialną w Polsce jeżeli chodzi o biegi. Relacja na żywo w TVN24, zapowiedzi w wiadomościach, 8 tys. uczestników w samym Poznaniu, prasa i pełno znanych osób nie tylko ze świata sportu. Adam Małysz, Monika Pyrek, Joanna Jóźwik, Jerzy Skarżyński czy Gonciarz 😊

Bieg był rozgrywany w wielu lokalizacjach na całym świecie i startował o tej samej godzinie. Czyli u jednych był dzień, a u innych noc, Poznaniowi trafiła się najcieplejsza pora dnia w upalny dzień 😝 Na miejscu czułam, że znajduję się w odpowiednim miejscu, rozgrzałam się, pogadałam z paroma znajomymi i nadszedł czas na wejście w swoją strefę startową. Ustawiłam się z przodu stawki, ale nie w pierwszej, ani drugiej linii. Była to bardzo dobra decyzja, bo nie straciłam wiele czasu na przepychanki.

Start, tak to już! Żadnej linii startu nie ma, bo przecież trzeba uciekać 😛 Od początku czułam biegowe flow. Biegłam za szybko, bo poniżej 5:00 na kilometr (4’45-4’50). Co chwilę sobie powtarzałam „Martyna ogarnij się, będziesz cierpieć!” ale Poznań mnie dosłownie niósł i nie potrafiłam zwolnić. Nie wiedziałam jak tak długo uciągnę, ale dociągnęłam do 10km i z przymusu głowy zwolniłam. W ostatnim roku może z raz biegłam dystans dłuższy niż 10km, więc należało uważać.

Na 11km dopadł mnie lekki kryzys spowodowany pragnieniem i to konkretnym. Niestety na wodę musiałam poczekać całe 4km. Jednak międzyczasie wpadłam pod węża z wodą strażakom co dodało mi powera. Na punkcie z wodą stanęłam na chwilę, wzięłam dwa kubki napiłam się i po 10 sekundach mogłam kontynuować bieg.

Wszystko już było cycuś glancuś, bo od 15km znowu mi się włączył autopilot. 17km i znowu chce mi się pić, ale już nie tak bardzo jak ostatnio. Na trasie spotkałam parę osób, które czytają tą stronkę, mega uczucie i zarazem motywacja do nie poddawania się tak szybko w wyścigu. Na 20km nie owijam w bawełnę i biorę ze stołu baniak 5l z którego piję. Był w nim na szczęście maksymalnie 1l wody, więc ładnie się napiłam i wyrzuciłam plastik do śmieci.

Halo!? Czy właśnie minęłam 20km? Czy właśnie przekroczyłam barierę mojej przyzwoitości biegowej? Tak! Zabawa się właśnie zaczęła lecę dalej, ale już tylko zwalniam. Głowa spokojna, a ja widzę motocykle i rowery jadące lewym pasem. To może oznaczać tylko jedno… ADAM MAŁYSZ SIĘ ZBLIŻA. Przyśpieszam do 22km i mam 22 na liczniku, ciągnę jeszcze, ale nie sprintuję. Kończę swój bieg po 22,64km według mojego zegarka, a według organizatora po 22,15km. Trasa według osób startujących w poprzednich edycjach była trudniejsza. Fakt, podbiegów nie brakowało, wiatru, ani słońca też nie. Przynajmniej się opaliłam, a robotę swoją zrobiłam 😊

Jestem długodystansowcem, więc te 22km dały mi mniej zmęczenia niż jakieś króciutkie 5 czy 10km. Mogę śmiało powiedzieć, że bieg zleciał mi bardzo szybko, mimo że trwał on niecałe 2h. Po wyprzedzeniu przez Adama Małysza spotkałam tatę, który wierzył w moje możliwości i ustawił się w odpowiednim miejscu (no może o 200 za blisko 😝). Parę fotek i czas wracać po medal!

Mimo że autobusem jechałam jakieś 20 min czułam jakby to była wieczność. Nie wiem co mi było, bo czułam się dziwnie, chyba po prostu byłam przegrzana i lekko odwodniona. W miasteczku biegacza dostałam medal odnalazłam tatę i pojechaliśmy uzupełnić kalorie. Knajpa „Zdolni”, a pozycja z menu „masa” 😊 Jedna z moich ulubionych w Poznaniu 😊 Po obiadku nadszedł czas na powrót do Wrocławia.

Mimo mega atmosfery, organizacji biegu to impreza pozostawia wiele do życzenia. Jeżeli można coś skrytykować lub przyczepić się to był to brak wystarczającej ilości autobusów dla biegaczy. Ci którzy ukończyli bieg musieli czekać nawet i 3h na autobus. Ja się na szczęście załapałam od razu, mój tata też wziął paru biegaczy. Inni w ogóle się nie doczekali transportu i organizowali powroty na własną rękę. Organizator na Facebooku próbował się wytłumaczyć zmianą trasy i dużym ruchem w mieście… Sorry moim zdaniem jak i innych było za mało transportu jak na 8tys. biegaczy.

Kolejnym minusem były punkty odżywcze, których było zwyczajnie za mało na trasie, a wolontariusze się nie wyrabiali z nalewaniem i podawaniem wody. Stoły powinny być również bardziej oddalone od siebie, bo w jednym miejscu robił się mega tłok. Biegacze, ale przede wszystkim kibice narzekali na brak trybun na targach. Podczas Maratonu, Półmaratonu czy Triathlonu w Poznaniu zawsze są one zapewnione, a tu ich niestety brakowało. Innym elementem, który mi się nie podoba to ten baton na koszulce z tyłu… Taka super koszulka a po cholerę ten baton!?

Czy mogłam więcej?

Tak, gdyby…. No właśnie ja nie gdybam o pogodzie, górkach i nowej trasie. Ja swoją robotę wykonałam, poprzeczka jest postawiona w idealnym miejscu, więc wiem nad czym muszę pracować i jak taktycznie do tego podejść kolejnym razem. Tak, będzie kolejny raz, bo ta impreza jest warta swojej ceny, atmosfery, biegu. Był to jeden z ważniejszych startów w mojej „karierze biegowej” do tej pory.

Dziękuję wszystkim, którzy mi kibicowali i wierzyli w złamanie 20km. Takiego wsparcia od Was jeszcze nigdy nie dostałam, jesteście niesamowici!

>>GALERIA I<<

>>GALERIA II<<

>>GALERIA III<<

>>GALERIA IV<<

Relacja wideo pod koniec tygodnia