Bieg Niepodległości – Poznań 2018


Stwierdziłam, że wypadałoby choć coś napisać, więc zaczynam pisać to „coś”, a prawidłowo relacje z Bieg Niepodległości.

Był to mój 4 Bieg Niepodległości i moim zdaniem najlepszy pod względem trasy, kibiców, medali, pogody, atmosfery. W Święto Narodowe biegałam już w: Gnieźnie, Wrocławiu i Warszawie. Mimo wielu narzekań na organizacje biegu w Poznaniu przyznam, że ta ze stolicy to dopiero była klapa. W Warszawie w pakiecie startowym koszulkę dostałam z roku przed, bo „nie starczyło” (jakby nie znali ilości uczestników), po pakiet stałam półtorej godziny na dworze w deszczu, a bieg był po prostu słaby i tak jak stolica przereklamowany. Ale przejdźmy do Poznania i dnia 11.11.18 czyli 100-lecia Niepodległości.

Pakiet odebrałam dzień przed na Międzynarodowych Targach Poznańskich bez żadnych problemów i bez żadnej kolejki, bo było dużo stanowisk czyli + dla organizatora. Pakiet bardzo ubogi: koszulka biała lub czerwona, baton musli i numer startowy, a to wszystko w czerwonej torbie z logo biegu. Tę ubogość usprawiedliwiał medal pokryty 24 karatowym złotem i rogal świętomarciński.

W dniu biegu wiedziałam gdzie najlepiej zaparkować i o której wyjechać, aby uniknąć nieprzyjemności drogowych. Rano na śniadanie… Jajecznica z salami, przyprawami, cebulką i pomidorkiem. Bułka z dżemem i banan były jedynie za kariery biegowej, a teraz jest już crossfitowa 😝

Po drodze do Poznania zgarnęłam drugą karierowiczkę crossfitową, Klaudię. Na miejscu w sumie byłyśmy w sam raz. Parę fotek, obczajka trasy i już trzeba było zostawiać kurtki i pędzić w strefę startową. Strefa C na pół godziny przed startem była wypchana ludźmi. To że było mało miejsca nie sprawiało mi i Klaudii problemu, bo było ciepło. Najbardziej rozbawiła mnie jak i innych rozgrzewka. Gdzie tu robić pajacyki, podskoki, krążenia jak koło nas miejsca brak 😝

11:09 Hymn, coś niesamowitego, kiedy tłum, a w większości męskie głosy śpiewają 4 zwrotki Mazurka Dąbrowskiego. 11:13 i biegacze ustawieni kolorami koszulek w flagę Polski startują w 3 edycji biegu.

Czy na trasie było tłoczno? W moim przypadku absolutnie nie. Do 3 km może i było więcej ludu, ale to tak naprawdę w niczym nie przeszkadzało. Trasa była bardzo przyjemna, asfaltowa z dużą ilością zbiegów. Do połowy biegłam dość asekuracyjnie, bo po kontuzji i 0 treningach biegowych nie wiedziałam czego się spodziewać. Jakoś przed połową zmieniłam bieg i podkręciłam swoje tempo. Biegło mi się bardzo przyjemnie, ale na mecie czułam, że mogłabym biec dalej. Mimo wszystko ten cross moją przyzwoitość biegową trzyma 😊 Czas na zegarku 47:58 a oficjalny z biegu 48:13, dlatego iż trasa według Garminowych obliczeń była o 90m za długa, albo ja biegłam po zewnętrznej cały czas 😛

Medal to dla mnie totalny odlot, jeden z ładniejszych w mojej kolekcji, a na pewno najbardziej szczegółowy, bo ma dużo ciekawych smaczków. Mamo mam nadzieję, że za rok taki medal będzie wisiał na Twojej szyi.

Padł rekord frekwencji, czyli 22463 biegaczy przekroczyło linię mety. Co ciekawe, kiedy ja już na niej byłam inni jeszcze nie wystartowali. Jest to moja opinia na temat biegu, czyli osoby która stała na przodzie stawki, inne opinie zaś mają osoby, które były w ostatniej strefie startowej i na swój start czekały godzinę. To, że nie było wokół nich głośników to wina organizatora, ale że wystartowali po godzinie to moim zdaniem było do przewidzenia i organizatora obwiniać nie można. Halo! 22 tys. ludzi!

>>GALERIA I<<

>>GALERIA II<<

>>GALERIA III<<

>>GALERIA IV<<

>>GALERIA V<<

>>GALERIA VI<<