Wings for Life – Wien 2019

Trudno mi zacząć, bo emocje po moim „show” już opadły, ale coś tam chyba pamiętam 😊

Na bieg zapisałam się pół roku przed. Bardzo spodobała mi się cała ta formuła i inicjatywa biegu w Poznaniu, więc postanowiłam pobiec po raz kolejny, tym razem w stolicy Austrii. Do Wiednia wyruszyłam z Wrocławia w piątek o 9:00, ale najpierw lekka i ostatnia przebieżka 😊 Droga Wrocław-Wiedeń to 5h+przystanki, więc zajechaliśmy na obiad.

Od miesiąca chodziło za mną sushi w pewnej japońskiej knajpie, ale koniec końców zamówiłam kurczaka (nie wiem co mi odbiło). Kolejny dzień zaczęliśmy od zwiedzania Wiednia i kupna paru ciekawych produktów (które uwielbiam, a nie ma ich w Polsce) w Billi (markecie spożywczym). Jakoś po 11 odebrałam swój pakiet startowy.

W pakiecie (worku WFL) znalazłam: numer startowy, batona, bandamkę, ulotki, red bulla, tatuaże, koszulkę oraz 2 próbki witamin. Już od samego początku widać było wysoki poziom organizacji i zaangażowanie wolontariuszy.

Biuro zawodów mieściło się na Uniwersytecie, swoją drogą jest to bardzo ładny budynek od zewnątrz jak i od wewnątrz. Obiad  zjedliśmy w restauracji na przeciwko Uniwersytetu. Ten wybór okazał się strzałem w 10. Miła obsługa, przytulny i ciepły lokal oraz co najważniejsze – smaczne jedzenie. Każdy wyszedł zadowolony i najedzony.

Dzień zwiedzania mnie wymęczył, więc od razu po kolacji zasnęłam.

Niedziela. 4 stopnie i pada. Tydzień temu planowałam biec w topie i krótkich spodenkach, bo prognoza pokazywała coś zupełnie innego. Cóż, wmawiam sobie, że taka aura działa dobrze na moje bieganie. Jem śniadanie (pieczywo z dżemem) piję kawę i ruszamy. Na miejscu jesteśmy bardzo wcześnie, przez co udaje nam się zająć najlepsze miejsce parkingowe.

START

Ludzie mówią, że bieganie jest nudne i się dłuży. Powiem Wam tak, żaden bieg mi tak szybko i przyjemnie nie zleciał jak te 30km, które zaraz miałam przebiec.

Jestem cała mokra, ale zaczynam biec i jest mi już wszystko jedno. Wchodzę w trans i nawet nie wiem kiedy na moim zegarku pojawia się 7km. 

Cały czas pada, a ja biegnę na autopilocie, niestety moją głowę zaprząta myśl o pełnym pęcherzu. Na 14km zatrzymuję się na dokładnie 17s w toitoiu i z czystą głową kontynuuję swój wyścig.

Po raz pierwszy piję łyka wody na 15km, a na 20 biorę już 2 kubki i zatrzymuję się na chwilę, aby je rzeczywiście wypić a nie wylać. Patrzę na zegarek i mam życiówkę w półmaratonie, a jak troszkę przyśpieszę to złamie 1:40. Jednak odpędzam tę kuszącą myśl, bo nie wiem ile km jeszcze przede mną. Mijam 23km i teraz zaczyna się zabawa, ponieważ właśnie pobiłam swój wynik sprzed roku. Naprawdę nie wiem co się wydarzy dalej, ponieważ moje treningi to w większości crossfit, a bieganie to zaledwie 20% w tygodniu.

Po 27km obracam się i przechodzą mnie ciary, bo auta ani nie słychać, ani nie widać. Za to przebiega obok mnie gościu z flagą 30km.

Na 29km zatrzymuję się po wodę i słyszę tylko słowa „alles gut?”. Kiwam głową i biegnę dalej, bo czuję, że to mój finisz. Może i moje ciało i nogi są w stanie dalej pracować, ale moja głowa zaczyna tworzyć dziwne zdania „Przecież nigdy się to nie skończy!”, „Nigdy nie biegłaś powyżej 22km, ogarnij się!” i przez to zapragnęłam już końca. Zaczęłam się desperacko obracać, czy aby nie widać już auta. Widać. Przyśpieszam, ale czuję, że to nie było 100% moich możliwości na finisz.

Nie wiem ile w tym dniu rekordów pobiłam, ale kończąc wyścig chyba poleciała mi łezka szczęścia. To był kawał dobrej roboty Martyna.

Od razu doklejam się do grupki austriackich biegaczy, którzy tak jak ja chcą dostać się metrem do Startu. W dniu biegu, każdy biegacz posiadający numer startowy miał transport po mieście za free. Podróż nie mija długo, tylko do metra mam zaledwie 1,5km od miejsca ukończenia biegu. Jestem cała mokra, więc jak wysiadam na stacji docelowej od razu biegnę do auta się przebrać, a przy okazji zgarniam medal.

Wczorajszy obiad tak nam zasmakował, że postanowiliśmy powrócić do tej samej ciepłej i smacznej knajpki 🙂

Za rok wracam, ale do innego miasta. Wynik będzie pobić trudno, ale kto mówił, że będzie łatwo? 🙂

>>GALERIA I<<

>>GALERIA II<<