V Wrocławski Bieg Akademicki

Deszcz mnie lubi.

Jak cały tydzień jest ładnie to na niedzielę musi coś się zadziać, ale nie tylko ja mam takie warunki, a charakter trzeba kształtować. Z cukru nie jestem, korona z głowy mi nie spadnie 🙂

Pakiet był dość bogaty: koszulka, sok, numer startowy z chipem, energetyk, kabanosy, woda, torba na zakupy, ulotki i próbka maski do stóp.

Trochę potruchtałam, trochę dołączyłam się do wspólnej rozgrzewki i parę minut po 11:00 wreszcie ruszyliśmy. Na trasie było dużo błota, ale jak już się biegło to się biegło 🙂 Na zegarek nie patrzyłam, biegłam na wyczucie i nie dawałam się wyprzedzać. Bardzo lubię tę pętelkę w Parku Grabiszyńskim, więc piąteczka zleciała dość szybko bez kryzysów.

11 kobieta na mecie z czasem 21:45. Patrząc na warunki jest to czas jak dla mnie zadowalający, czyli tak na 4 z minusem. 5km to kompletnie nie mój dystans, ale chce się jeszcze z nim porządnie rozprawić w tym roku 🙂 Jednak nie wynik tu był najważniejszy…

Marysia ma dwa latka i jest po dziewięciu cyklach chemioterapii, jednak przed nią leczenie podtrzymujące, które dopiero rozpoczyna. Guz nowotworowy zniknął już z policzka Marysi, jednak zostawił po sobie ślad, którego trzeba się pozbyć, żeby Marysia mogła wrócić do normalności. Biegnąc w V Wrocławskim Biegu Akademickim pomogliśmy tej dziewczynce w powrocie do zdrowia!

Cel był szczytny, a rywalki za szybkie, aby powalczyć o pudło 🙂

>>GALERIA I<<

>>GALERIA II<<