Enea Challenge Poznań – Triathlon wolontariat

Dnia 25 lipca triathloniści rywalizowali na dystansie sprinterskim oraz olimpijskim. Dzień pierwszy tego wydarzenia zgromadził ponad 1690 uczestników, a to jeszcze nie koniec… W niedzielę (26.07.15) czeka sportowców kolejne wyzwanie, tym razem dwukrotnie większe.

Po Edycji w 2014, Triathlon w Poznaniu zyskał miano największej imprezy triathlonowej w Polsce i jednej z większych w Europie i na świecie. Trasa jest bardzo płaska i szeroka, pozwalając przy tym na uzyskiwanie rekordowych czasów.

Baza imprezy zlokalizowana jest nad malowniczym Jeziorem Maltańskim, będącym niejednokrotnie areną najważniejszych imprez sportowych na świecie (kajakarstwie, wioślarstwie) Poza tym Poznańscy kibice są niezwykle zagorzali i wierni. Nie jest to tylko moja opina, ale również refleksja sportowców z poza Wielkopolski.

Pływanie, rower, bieganie – dla nie doinformowanych w skrócie można nazwać Triathlonem.

Dwa dystanse (Sprint oraz olimpijski) + Mistrzostwa Polski Juniorów

Sprint – 750m pływanie / 20km rower / 5km bieg

Dystans Olimpijski – 1500m pływanie / 40km rower / 10km bieg

Godzina 5:58 dzwoni telefon:

– Martyna jaki rozmiar koszulki chcesz?

Po niecałych 5h snu wstaję z łóżka, jem śniadanie i z kubkiem kawy w dłoni patrzę przez okno na okropną pogodę. Grzmi i ma grzmieć jeszcze bardziej. W końcu dochodzę do wniosku, że jednak chcę być tą wolontariuszką, a nie księżniczką, która wywinie się z obowiązku ze względu na pogodę.

Samochodem przemieszczamy się dość sprawie, aż do tabliczki Kostrzyn gdzie ruch jest już zamknięty. Bocznymi wioskami omijamy główną drogę do Swarzędza i z lekkim opóźnieniem docieram na swoje stanowisko wolontariatu. Wszystko jest już przygotowane – cały punkt żywnościowy. Woda, izotonik, banany, pomarańcze, żele, gąbki z wodą. Wolontariusze czekają tylko na pierwszych zawodników, którzy lada chwila powinni się pojawić. Nie trzeba długo czekać. Po 10 min wyłania się Mistrz Polski Juniorów, który gna na metę odebrać swoją nagrodę.

Ustawiam się na swoje stanowisko. Początkowo podaję żele oraz dopinguję. Grupę mam bardzo przyjazną i zorganizowaną. Nikt się nie opieprzał, każdy był zaangażowany w swoje zadanie. Z minuty na minutę przybywało coraz to więcej biegaczy z dystansu Sprint, którzy nie powinni mieć zastrzeżeń do naszej obsługi 🙂

O godzinie 10.30 nastąpił start dystansu olimpijskiego. Podczas, którego zmarł 44-latek. Jak się później okazało, osobą tą był mieszkaniec mojego miasta, Gniezna. Proboszcz parafii Michała Archanioła – Waldemar Radecki. Ksiądz stracił przytomność już w wodzie i mimo podjętej próby reanimacyjnej nie udało się go uratować. Niech spoczywa w pokoju.

Różnica między startem na dystansie krótszym, a dłuższym wynosiła godzinę więc około 11:30 mieliśmy chwilkę przerwy. Po „chwilce” trzeba było działać dalej, ponieważ zaczynają pojawiać się pierwsi zawodnicy z dystansu olimpijskiego. Praca dopiero się zaczyna… Podaję gąbki z wodą i ledwo się wyrabiam, jestem cała mokra ale pomagam 🙂

Praca na punkcie żywnościowym to zupełnie inna bajka niż rzekome „zabezpieczanie trasy”. Osoby zabezpieczające mają za zadanie stać przy trasie i grzecznie prosić o zejście z niej spacerowiczów. Przeważnie wolontariusze są ignorowani, a nie raz padnie jakiś głupi komentarz. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ takie osoby potrzebne są na punktach z żywnością! Pewnie same chciałyby tam się znaleźć, a nie utrudniać życie spacerowiczom. Z drugiej jednak strony gdyby coś się stało… Gdyby ktoś zasłabł lub pojawił się dzik na trasie rowerowej… Tak jak było w tym roku. Szybka interwencja wolontariusza „zabezpieczającego” pozwoliła na uniknięcie kolizji.

Ja dostałam „awans” wolontariatu i zamiast bezczynnie stać przy jakimś drzewie czy ławce to biegałam w tą i z powrotem przynosząc wodę, nalewając izotoniki oraz podając gąbki czy żele. Przy owocach latało pełno os, które użądliły niejedną z wolontariuszek na moim punkcie.

Zbliżała się godzina 12:30 i zaczęło brakować wody… Ciągłe telefonowanie i tłumaczenie osobom z organizacji nie skutkowało… O 13:00 nie mieliśmy już ani kropelki wody. My – Wolontariusze rozlaliśmy nawet własną.

Przykro patrzyło się na biegaczy, którzy krzyczeli WODA! WODA! Na co trzeba było odpowiedzieć Nie ma wody! IZO! Sama na ich miejscu bym się porządnie wkurzyła. Jednak nadal było co robić.

Po powrocie do domu zmęczona byłam/jestem niesamowicie. Gardło mnie boli od tego darcia „GĄBKI!” lub „ŻELE!” czy „IZO!” Mimo to jestem bogatsza o kolejne doświadczenia. Bardzo podobała mi się taka sobota i jestem szczęśliwa, że miałam jakiś swój udział w Poznańskim Triathlonie. Warto wziąć udział w imprezie sportowej z dwóch stron stolika bufetowego – jako zawodnik oraz jako wolontariusz.

Dzień pierwszy:

GALERIA I

GALERIA II

Dzień drugi:

GALERIA I

GALERIA II

GALERIA III