6:38

Czy przed szkołą czy w dzień wolny, nie ma znaczenia, po prostu 6:38 to moja stała godzina w środy i soboty. 6:38 budzik, zakładam strój, ciuchy, jem śniadanie i niespełna pół godziny po przebudzeniu jestem już w wodzie. Basen, pływanie, kraul, triathlon.

Wszystko zaczęło się bólem lędźwi. Bolały na tyle, że uniemożliwiały mi wykonywanie treningów. Postanowiłam skorzystać z pomocy masażystki, która poleciła mi basen. Od razu chwyciłam haczyk i na basenie pojawiałam się dwa razy w tygodniu(w okresie przedmaturalnym). Bez trenera i umiejętności przepłynięcia basenu kraulem. Nie poddawałam się, walczyłam i coś wreszcie zaskoczyło, więc zapisałam się na triathlon.

12963738_634904093338522_6757600024708304183_n

Wkręciłam się. Sama się sobie dziwiłam jak ja to robię. Wstaję o tej dziwnej godzinie, biorę wszystko co uszykowałam dnia poprzednio ze sobą, jadę na basen, pływam, ogarniam się, bo jeszcze mnie czeka szkoła… Od 9 do 16.15 lekcje po czym wracam do domu, aby znów z niego wyjechać i stawić się o godzinie 18 na korepetycjach z fizyki. To było zabójstwo. Muszę być naprawdę niezła, kiedy po powrocie do domu robię dodatkowy trening. I życzę każdemu, aby tak o sobie myślał. Stosunek do samego siebie i własnego ciała, samoakceptacja, samozadowolenie, pokora i cierpliwość to klucz do sukcesu. Nawet jeżeli coś nie pójdzie po naszej myśli, (bo tak też bywa) to nie należy się załamywać. Nie należy nawet myśleć o tym negatywnie! Stało się źle, ale to nasza głowa decyduje o tym jak potraktujemy daną porażkę. Porażka może okazać się nawet i sukcesem, wszystko zależy od naszego podejścia do sprawy.

Muszę Wam powiedzieć tyle, że woda jest niesamowita. Trzeba w niej zachować spokój i to na bardzo wysokim poziomie. Technika to nie wszystko, ale opanowanie i segregacja myśli stanowią tutaj bardzo ważną rolę. Podczas pływania trzeba być mega skupionym i wyluzowanym. Opanowanie i spokój wewnętrzny należy zwiększyć kiedy przechodzi się na wody otwarte… a uwierzcie mi to nie lada wyzwanie.

37

Triathlon pokazał mi, że można więcej. Poszerzenie swoich treningów  dało mi większą swobodę i większy progres mojej kondycji. Biegam szybciej, pływam lepiej i mocniej cisnę na rowerze. Zmiana treningów pod kątem triathlonu na pewno wpłynęła na budowę mojego ciała. Chudnąć, ani tyć zamiaru nie miałam, więc waga się nie zmieniła, ale – Szersze barki, mocniejsze plecy, silniejsze ręce i bardziej zarysowane mięśnie. Jest to oczywiście minimalna zmiana(niezauważalna dla większości), ale dla mnie widoczna i zadowalająca.

Większe obciążenie treningowe = większe zapotrzebowanie kaloryczne. Nie raz jest mi głupio, kiedy to na obiad zjem więcej od taty czy idąc ze znajomymi jedyna zostawiam pusty talerz. Nie korzystam z żadnej specjalnej diety, ale kontroluje to co i kiedy jem. Dobre paliwo = lepszy trening, lepszy start, lepsza regeneracja, zdrowie i wiele innych. Unikam wysoko przetworzonej żywności aczkolwiek jestem człowiek i zdarza mi się od czasu do czasu zjeść lody, ciasto, burgera lub wypić wino. Znam swój organizm i wiem co mi służy, a co nie. Na pewno „czyste michy” z ważonymi składnikami co do grama oraz cheat mealem raz w miesiącu nie służyłyby mojej psychice. A przecież zdrowie to nie tylko zdrowe ciało, ale i umysł, pamiętajcie o tym! Jeszcze nie raz powtórzę to ostatnie zdanie!

Wakacje są a 6:38 jest nadal aktualna. Przynajmniej była do wczoraj, kiedy odbiłam się od drzwi wejściowych basenu z karteczką „czynne od 10”. Co zrobiłam? Inny trening 🙂