Witkowska Dycha

Wstaje rano i kładę się z powrotem. Już wiem, że będzie bolało. Złe nastawienie sprawę może jedynie pogorszyć, więc nie narzekam, biorę aspirynę i do 14:00 wypijam dwie duże kawy. Jest lepiej, ale organizmu nie da się oszukać. Przeprowadzka, brak regeneracji, zmęczenie, podróż, praca i jako wisienka na torcie – choroba (z gorączką). Ostateczną decyzję o starcie podjęłam dzień przed biegiem. Kocham biegać i zawsze to bieganie wygra.

4

Do Witkowa mam 15 min, więc na spokojnie przed odbiorem pakietu objechałam samochodem całą trasę. Słoneczko świeciło, nie wiało, podbiegów prawie żadnych. „Fajnie biegłoby się tutaj na życiówkę” pomyślałam. BIEGŁOBY SIĘ.

11

Z racji serdeczności organizatorów startowałam z vipowskim numerem 8. Najniższym jak do tej pory 🙂 W pakiecie znaleźć można było: numer z chipem, agrafki, koszulkę, batona, energetyka, długopis oraz klasyczną makulaturę, a w niej mapkę biegu.

10

Oprócz biegu głównego na 10km organizowany był również marsz Nordic Walking na 5,3km z limitem 50 zawodników. Za to Witkowska Dyszka numerów do zaoferowania miała 300 i tylu też chętnych biegaczy się pojawiło.

6

Od samego początku można było zauważyć, że organizatorzy stanęli na wysokości zadania i zadbali o wszystko! Witkowo nie jest dużym miastem i o ile się nie mylę to był pierwszy bieg uliczny tam zorganizowany. Chętnych uczestników nie brakowało jak i chętnych do kibicowania. Podczas biegu przed domy jak i na balkony wychodzili mieszkańcy miasta. Zamiast denerwować się chwilowym utrudnieniem ruchu (jak to bywa w dużych miastach) po prostu kibicowali! Babcie z aparatami, telefonami nie marudziły tylko dopingowały.

1

Wystrzał z armaty i punkt 14:00 startujemy. O swoim biegu nie mam zbytnio co pisać. Po prostu na trasie cierpiałam jak nigdy dotąd, a równo z 5km nie mogłam złapać powietrza i chciałam zejść z trasy. Robiło się naprawdę nieciekawie, a nawet niebezpiecznie. Maksymalnie zwolniłam i doczłapałam się do mety. Po biegu przebrałam się i usiadłam w kurtce w nasłonecznionym miejscu, a mimo wszystko było mi zimno.

5

Strefa mety przypominała wiejski festyn. Muzyka disco, dmuchane zamki, jedzenie. Wszystkie te cuda mieściły się na miejskim stadionie.

7

Jak już wspomniałam organizatorzy zadbali o wszystko! Nawet osoby nie nagrodzone na podium miały szansę coś wygrać! Nagród w losowaniu było od cholery… Dosłownie! Możliwe, że mnie wylosowano, ale na tyle impreza przedłużyła się czasowo, że musiałam wracać i do końca losowania niestety nie zostałam 🙁

16

Co ciekawe i zaskakujące? Na każdym zdjęciu jestem uśmiechnięta, a tak naprawdę do śmiechu mi nie było. Widać ból może nawet przynieść radość. Wszystko jest w głowie. Raz wychodzi raz nie, tak to już w życiu bywa 🙂

13

Czy decyzja w starcie była słuszna? Jestem osobą, która niczego w życiu nie żałuje. Jeżeli coś nie wyszło, nie poszło tak jakbym chciała to po prostu się tym nie przejmuje. Mam przecież nowe doświadczenie! Koszulkę, medal i… batona 😛 Oraz oczywiście naukę na przyszłość. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni!

15

Z dnia na dzień przekonuję się coraz bardziej, że regeneracja jest tak samo ważna jak treningi… Mi jej brakuje. To mam teraz nowe wyzwanie – więcej odpoczynku! Myślę, że się uda, tym bardziej, że zaczynam studia, a pierwszy rok zapewne będzie tego sprzymierzeńcem 🙂 Chyba przez dwa tygodnie zdążę się na tyle zregenerować, aby wykręcić wreszcie jakiś fajny czas na 5km. Już we Wrocławiu <3!

P.S. Nie biegajcie z gorączką 😛

>>GALERIA I<<
>>GALERIA II<<