Wygórowane ambicje

Nie każdy je ma, nie każdy do nich dąży, krótko mówiąc nie każdy jest ambitny. Jedni od siebie wymagają mniej inni więcej.

Istnieją dwa wyobrażenia samego siebie „ja realne” oraz „ja idealne”. To drugie można nazwać źle pojętą ambicją. Kreowanie siebie w myślach piękniejszą, lepiej wykształconą, bardziej twórczą. Stawianie siebie na wysokim stanowisku najlepiej kierowniczym czy zwycięzcy Igrzysk Olimpijskich. Rozczarowanie sobą dostarcza wtedy organizmowi tak potężny ładunek negatywnej energii, że może Cię on zniszczyć. Jeśli bowiem rozdźwięk między tym, co masz i kim jesteś, a tym, kim chciałabyś być i co chciałabyś mieć, jest zbyt duży, to rodzi się ogromna frustracja, która potem może doprowadzić do agresji wymierzonej w siebie lub w innych.Przeważnie różnica między wysokimi aspiracjami, a obsesją na danym punkcje staje się niezauważalna. Ta zmiana/przejście następuje tak szybko,  że dostrzec ją może szybciej otoczenie niż „ambitny”. Obsesja, uzależnienie, choroba. Psychika zaczyna wysiadać przez nieodpowiedni dobór celów do możliwości.

Mieć życiowy cel i do niego dążyć jest naprawdę czymś wartościowym, ale tylko wtedy gdy robimy to czystą kartą. Co mam na myśli? Kłamstwo przed rywalami, rodziną, a co gorsza przed samym sobą, liczne oszustwa, brak czasu dla najbliższych, a wisienką na tym pogrzebowym torcie jest poświęcenie zdrowia.

W środowisku sportowców, w którym przebywam od lat najmłodszych jest to powszechne zjawisko (wiecznego niezadowolenia i wymagania od siebie rzeczy nieosiągalnych). Będąc w Kadrze Polski Karate Tradycyjnego usłyszałam historię pewnej znanej mi dobrze zawodniczki, rangi i śmietanki światowej. Kobieta z charakterem, pewna swoich możliwości, skoncentrowana, silna, ciężko pracująca na swój sukces, która po kilkunastu latach poświęceń stanęła na 1 podium Mistrzostw Świata seniorów. Zdobyła wtedy wszystko co mogła już w tej dyscyplinie. Wsłuchując się w „Mazurka Dąbrowskiego” zadała sobie pytanie  „I co dalej?”.Patrząc na inne zawodniczki walczące przeciwko sobie można było dostrzec liczne przykre sytuacje. Przed walką dobre kumpele, po walce… brak pogodzenia się z przegraną, wściekłość, rozczarowanie, brak podania ręki, nie mówiąc już o jakimkolwiek szacunku czy kontynuacji przyjaźni.Nie zawsze się wygrywa, nie zawsze dostaje się to czego się pragnie. Życie nie jest i nigdy nie będzie ciągłym pasmem sukcesów. To co piszę nie ogranicza się tylko do sportów, ale do wielu kwestii życiowych. Dążenie do perfekcji i sama droga do perfekcji jest sama w sobie już sukcesem. Sukcesem nie jest perfekcja, bo ona nie istnieje. Ciągłe wymagania odnośnie siebie czegoś więcej i więcej przeradza się w porażkę nie tylko w jakiejś dziedzinie, ale i w porażkę życiową. Cieszmy się z naszej ciężkiej pracy i zaangażowania. Cieszmy się z tego co mamy, doceniajmy to, nawet porażki! Bo właśnie wtedy można nauczyć się najwięcej – wyciągania wniosków na błędach i ich poprawy. Mogłam/em lepiej, szybciej, mocniej. Wieczne niezadowolenie spowoduje klęskę prędzej czy później. Sukcesem nie jest wygrana, a droga do niej.