Orlen Warsaw Marathon – Bieg Oshee 10km – część I

Emocje jeszcze mnie nie opuściły. Cały czas słyszę okrzyki kibiców, brawa, uderzenia butów o asfalt – myśli moje są w Warszawie. Są to właśnie te chwile dla których warto się poświęcać, oczekiwać ich, żyć, bo życie jest darem, który należy pielęgnować.

Chęć udziału w biegu Oshee 10km podjęłam już w grudniu. Największe Święto Biegania w moim kraju, a ja będę jego częścią.

Dużo zbędnych pytań: „Dlaczego nie maraton?” „Warszawa?, Po co tak daleko?” „Dlaczego nie Gniezno?”. Odpowiadam raz a porządnie. Nie wybieram biegów powyżej 10km bo zdrowie mi na to nie pozwala, sam dystans 10km jest dla mnie ryzykiem. Poza tym wolę zrobić coś raz, a porządnie i poprawić swoją szybkość, a o wytrzymałość (mając na myśli biegi dłuższe niż 10km) zatroszczyć się w późniejszym czasie. Do magicznego słowa Maraton czy Półmaraton mam szczególny respekt i nie mogłabym ich pobiec od tak sobie. Jestem jaka jest i mam taki organizm a nie inny, powiem krótko. Gdybym miała zdrowie maratończykiem byłabym już od pół roku. Ale w lekkoatletyce nie ma gdybania, w bieganiu nie ma gdybania, jest to moja decyzja, moje poświęcenia i wyrzeczenia, moje bieganie. Ludzie jeżdżą do większych miast w Polsce czy za granicą na koncerty po kilka czy kilkanaście godzin, ja tak robię z biegami z koncertami również. Dlaczego? Bo warto! Naprawdę jest to coś niesamowitego wybrać się do stolicy, aby pomęczyć się, powalczyć na trasie, mieć wsparcie cudownych kibiców i wpaść na metę z życiówką ledwo stojąc na nogach. Miałam możliwość to pojechałam!

_DSC9615

2 miesiące przed biegiem zaczęłam pogłębiać swoją wiedzę, stosować nowe elementy treningowe i robić wszystko, aby dzień 26 kwietnia przyniósł mi jak najwięcej radości. Zdrowie zaczęło się poprawiać, więc w miarę rozsądnie zwiększałam intensywność treningową. Byłam dla siebie trenerką wymagającą i nietolerującą wymówek. 4-5 treningi biegowe w tygodniu z każdym jak dla mnie ważnym akcentem biegowym, uzupełniając to siłownią ćwiczeniami w domu, przez rower, rozciąganie i na zimnych kąpielach(woda na maxa zimna) kończąc. Co ciekawe podczas moich przygotowań prawie w cale nie biegałam długich wybiegań. W moim 2 miesięcznym planie tylko dwa razy wykonałam trening w granicach 10km. Tutaj depczę po piętach tym co sadzą, że treningi 5km są bez efektywne. Przekonałam się, że klepanie kilometrów nie przynosi takich rezultatów co intensywność, różnorodność i systematyczność.Taki okres przygotowań jest dla mnie lekcją organizacji czasu. Pokazuje mi że mimo większej ilości obowiązków jestem w stanie zrobić jeszcze więcej i być spełniona każdego dnia, że wykorzystałam go produktywnie.

Przejdźmy do Warszawy…

3:00, 3:03, 3:10 tak na wszelki wypadek trzy budziki, każdy z innym dźwiękiem. Moja grupa kibiców była dość spora, wiele osób dopingowało mnie mentalnie, śledzili mnie podczas biegu przez aplikacje lub życzyli mi powodzenia przez facebooka czy osobiście. Jedno było pewne, nie mogłam zawieść nikogo, a przede wszystkim siebie.  Droga Gniezno-Warszawa zleciała jak mrugnięcie oka, to pewnie dlatego, że ją przespałam. Zajechaliśmy pod stadion, zajmując przy tym miejsce parkingowe z dobrą lokalizacją.

_DSC9596

Godzina 7:00 w okolicach stadionu dostrzec można pojedynczych biegaczy, expo już jest otwarte, a organizatorzy starają się dopiąć wszystko na ostatni guzik. Jakby nie patrzeć 23 tys biegaczy + rodzina, znajomi, kibice, trochę ludu jest. Przeszliśmy się w okolice startu rodzice odebrali pakiety dla mediów a ja poszłam zjeść śniadanie. Dżem od babci + 2 kromki + banan = idealnie sprawdzająca się kombinacja przed startem w moim przypadku. Przebrałam się i poszłam odebrać pakiet od znajomej kuzyna. W dzień startu nie było możliwości odbioru pakietów startowych.

Tłumy kierowały się już od 8.30 w stronę linii startu. Stres, coraz go więcej, brzuch ściska a żołądek przewraca się do góry nogami. Błagałam, aby przeszedł ten ból. Około 9  podążałam już razem z tłumem w kierunku strefy startowej Mercedes Benz 50-45 min.

_DSC9629

Pogoda była idealna, nie wiało, nie było słońca, od czasu do czasu trochę pokropiło i co najważniejsze nie było zimno! Krótkie spodenki, rękawek i nowe buty… Kupione w sobotę. Niby podstawowy błąd, ale nie mogłam się powstrzymać, one za mnie nie pobiegną! Tyle ludzi… wszyscy z tym samym celem, metą. Postanawiam pobiec z muzyką, jedyny problem jaki mi towarzysz to gdzie schować to urządzenie jak nie mam kieszeni? Kobieta zawsze sobie poradzi 😛 Listę piosenek starannie dobrałam i dzień wcześniej ułożyłam je w odpowiedniej kolejności, aby na finisz zagłuszały moje złe myśli. Tomasz Majewski daje sygnał startu, ruszają wózki.

i00141

Wchodzę do strefy ustawiam się pomiędzy pacemakerami na 45:00 – 47:30 i podejmuję decyzję. Zając z flagą 47:30 nie ma prawa Ciebie wyprzedzić Martyna! Patrzę w tył w przód, ile biegaczy!

_DSC9733

Po prawej na dyszkę, po lewej maraton(na zdjęciu odwrotnie). Pada informacja, że bieg Oshee przechodzi na start ostry. To idziemy, truchtamy z jakieś 400 m w przód i oglądamy z za barierki start maratonu. Po krótkim czasie przyszła kolej na nas… na mnie.

_DSC9770

Relację podzieliłam na dwie części, tyle tego jest, że na jeden post to trochę dużo 🙂

Galeria Zdjęć

2015-04-26 Orlen Warsaw Marathon – przed startem + start

2015-04-26 Orlen WarsawMarathon – start 2

2015-04-26 Orlen Warsaw Marathon – meta Maratonu + miasteczko biegacza

2015-04-26 Orlen Warsaw Marathon – meta 10km Oshee

2015-04-26 Orlen WarsawMarathon  – meta 2 -10km Oshee