Bieg Zajączka Wielkanocnego

Wielka Sobota jest dniem oczekiwania. Jak na tradycję przystało Sobota Świąt Wielkanocnych kojarzy się z zajączkiem, prezentami dla najmłodszych (i nie tylko) oraz ze Święconką. Tak też było w moim przypadku, dodatkowo pojawił się biegowy akcent. Jak wspomniałam (najpierw) święconka i ruszamy w drogę. O 10.30 wyjechaliśmy z Gniezna i na wszystko starczyło czasu.Bieg był organizowany w lesie za Maltą w okolicy Stawu Olszak. Pierwszy raz biegałam w tym lasku, do tej pory brałam udział w biegach zorganizowanych wokół jeziora Maltańskiego. Trasa z tego co się dowiedziałam wcześniej miała być podobna do Rusałkowej.

A była?

Nie.

Kilka podbiegów zbiegów trochę piachu sprawiło, że trasa zyskała miano wymagającej. W skrócie teren = to co lubię.

2

Będąc po 11 w Poznaniu przy lasku bez problemu odnalazłam biuro zawodów, w imprezie miało wystartować około 700 biegaczy więc podążałam razem z zawodnikami. Pogoda była idealna! W sam raz na długi rękaw i legginsy, nie wiało ani nie padało. Według prognozy kropić miało dopiero po 14. Całe szczęście, że start biegu przewidziany był w południe.Odebrałam pakiet (chip z numerem startowym) i zaczęłam moją rozgrzewkę.Na rozgrzewkę przetruchtałam milę i tak oto do startu pozostało 7 minut. Zdjęłam kurtkę i ustawiłam się na starcie. Start! Biegacze na 5km,10km oraz Nordic Walkerzy ruszyli na pierwszy podbieg.

4

Cały pierwszy kilometr biegło się dość ciasno. Brakowało 2 fal startowych np. biegaczy 5km i 10km. Trochę błota, kamieni i kałuż nie sprawiło wielkiego problemu. Po pierwszym podbiegu pojawił się kolejny i kolejny i zbieg i korzenie i piach. Dalej już podbiegów nie liczyłam bo wydawało mi się, że się nie kończą. Trasa była naprawdę urozmaicona. Kilometry mijały dość szybko, w sumie cały bieg szybko mi zleciał.

19

Od jakiegoś czasu towarzyszył mi pewien pan – Damian, który na ostatnim kilometrze zachęcał mnie do wyprzedzania. Udało się podgonić 2 kobiety, kilku mężczyzn chyba i przycisnąć przy samej końcówce na tyle, aby dogonić jeszcze jedną rywalkę.Po zakończonym biegu okazało się, że pojawiłam się na mecie jako 2 kobietą (na 109) z czasem 23:48 co nie ukrywajmy mnie zadowoliło, a nawet bardzo 🙂 Czas podobny jak na ostatnim City Trailu, a trasa w znacznym stopniu trudniejsza. Daje to spore szanse na życiówkowe 5km w tym sezonie. W swojej kategorii K16 uzyskałam 1 miejsce (na 39 kobiet) a ogółem metę przekroczyłam jako 21 uczestniczka biegu na 5km. Bieg 5km ukończyło 209 zawodników, zaś 10km 308. Osób, które wybrały marsz było 21. Przed biegiem głównym organizowane były również biegi dziecięce i młodzieżowe.Na każdego po zakończonym biegu czekały medale (jajo z zajączkiem) – jeden z ciekawszych medali mojej kolekcji, bardzo oryginalny i dopracowany oraz drożdżówki z wodą.

6

Po godzinie 13 rozpoczęła się dekoracja zawodników. Za 2 miejsce otrzymałam… Święconkę! W której znaleźć można było babkę Limaro, baranka z białej czekolady, 20 białych kiełbas oraz 20 parówek wieprzowych. Czyli zakupy Świąteczne po części były niepotrzebne.

7

Można było już wracać na świąteczny Żurek, a tak jak pogoda zapowiadała o 14 zaczęło padać. Po powrocie czekała mnie jeszcze praca w kuchni i takim oto pracowitym akcentem zakończyłam udaną Wielką Sobotę.

Podsumowując: pogoda super, trasa super, organizacja super, nagroda super.

>>GALERIA ZDJĘĆ<<