Co zmieniłam w treningu?

Już leci trzeci miesiąc roku 2017. A ja brnę w postanowieniach. Czy, aby na pewno?

Pod koniec 2016 i na początku 2017 zrobiłam listę. Co zrobić, co robić, co zmienić w 2017.

Nie byłabym sobą gdybym nie wplotła między wiersze postanowień/celów (zwał jak zwał) związanych  ze sportem, treningiem, zawodami.

  • Interwały raz w tygodniu. Moje przekleństwo. Nie jestem stworzona do szybkiego biegania i na krótkie dystanse biegam fatalnie. Za to w moich żyłach płynie krew długodystansowca jak nie ultra… Trzeba pracować nad niedoskonałościami bo nie dość że poprawimy „tą słabszą” stronę, to również dajemy na + tej lepszej.

 

  • Basen raz w tygodniu. Lepszy Rydz niż nic. Rok temu chodziłam dwa razy w tygodniu. Po przeprowadzce miałam „lekką” przerwę, więc na dzień dzisiejszy raz mi wystarczy. Tak czy siak jest mi trudno zebrać się i wyjechać przed 22 na basen. Zupełnie nie moja godzina treningu, ale tylko o tej porze mogę liczyć na luksus wolnego toru (lub prawie wolnego). Nie zmienia to faktu, że jak już wejdę do tej cholernej wody to czuję się niesamowicie, dosłownie jak ryba w wodzie. Po zakończonym pływaniu czuję się jeszcze lepiej… jak zwycięzca! Udało się, pokonałam wymówki i słabości, zasłużyłam na saunę.

 

  • Sauna, która jest kolejnym z elementów treningu. Czy aby na pewno? Nie wiem, ale ją wplotłam i za każdym razem czuję się po niej jak nowo narodzona. Polecam każdemu.

 

  • Rozciąganie. Dłużej, a przy tym bardziej efektywnie. Celem jest męski szpagat. Skromnie powiem, że to postanowienie jak i kolejne wykonuje rzetelnie od początku roku i niewiele brakuje. Od biedy po 10 min rozciągania już daje radę. Damski robię od paru dobrych lat, więc tylko go „praktykuję”.

 

  • Podciąganie. Parę nowych ćwiczeń i krok po kroczku zmierzam w dobrym kierunku. Siła w łapkach się zwiększa, to i drążek nie będzie w końcu zmorą 😛

 

  • Siłownia. Moja nowa miłość. Hip thrusty, sztanga, drążek, trxy, hantle, kettle. Czasem aż szkoda wchodzić na bieżnie tyle tego jest ” 😛

 

  • Zdrowie. Rzecz najważniejsza, którą zostawiłam na koniec. Nie odkładajcie jej na koniec, bo może być za późno. Nie lekceważcie sygnałów jakie daje Wam Wasz organizm. Ja w tym sezonie skupiam się przede wszystkim na zdrowym rozsądku i równowadze. Nie, nie, nie mam żadnej poważnej choroby, ani kontuzji. Po prostu muszę bardziej o siebie zadbać, bo sam sport mi tego nie da 🙂

 

Bieganie odpuszczam. Ograniczam się do 2 jednostek, maksymalnie 3 tygodniowo. Pod koniec roku 2016 plany na nowe życiówki były, ale po co? Czy ja startuję w Olimpiadzie? Czy sport jest moją pracą? Nie! Działam według siebie, według swoich zasad. Biegam ile chcę, kiedy chcę i jak chcę. Moje nogi są w stanie pokręcić jeszcze lepsze czasy, ale organizm i psychika mi mówi stop (masz na to czas). Basen, rower, siłownia, treningi domowe ja też je kocham! Gdybym miała tylko biegać dostałabym chyba na łeb! W zawodach biegowych startować oczywiście będę, bo lubię, ale czy wykręcę jakieś życiówki? Może w triathlonie, albo Runmageddonie 😛 Półki co bawię się żelastwem i dbam o siebie.