Przeciętność mnie nie interesuje

To zdanie trzymało mnie przy życiu w ostatnim miesiącu. Może jest zbyt aroganckie, ale chyba każdy człowiek sukcesu potwierdzi, że poczucie własnej wartości doprowadziło go na szczyt. Mi to zdanie pomogło. Powtarzałam je codziennie i wierzyłam w nie. W końcu stało się prawdą.

Spróbuj zrobić to samo. Wizualizacja rzeczy „nieosiągalnych” sprawi, że staną się one codziennością. Wystarczy w nie uwierzyć i myśleć o nich jakby się już spełniły. Jednak zwątpienie i podświadomość bardzo łatwo to rujnuje i przeważnie prowadzi do rezygnacji. Klucz w tym, że nie należy się poddawać, przegrana bitwa nie oznacza przegranej wojny!

Doszłam już do takiej granicy gdzie przestałam liczyć przepłynięte tory na basenie. Powód? Dosyć miałam liczenia. Całki śniły mi się po nocach, a ja chodziłam cała zestresowana (myślałam, że opanowałam kontrolę nad stresem) oraz z wyrzutami sumienia, że mam czas spać. Nie raz płakałam i tak łatwo było wtedy powiedzieć dość. Powody jak na zawołanie: bo ciężko, bo uwalają, bo trzeba poprawiać, bo pasja, bo praca, bo nie chce mi się, bo po co te studia?

Aby ruszyć dalej porażki należy zaakceptować. Rozmyślając nad nimi tracimy tylko czas i pozytywny nastrój.

Gdyby nie poczucie własnej wartości i zlew na ludzi nic nie wnoszących w moje życie to już dawno by mnie tu nie było. No właśnie zlew.

Zróbcie sobie rachunek sumienia. Czy na Wasze wybory i decyzje ma wpływ co powiedzą i pomyślą inni? Zapewne tak, a jeżeli nie to podświadomie tak. Czyli suma summarum opinia innych ma dla Was znacznie. Naprawdę o Waszych życiowych wyborach decyduje opinia jakiejś Basi za krzaka? Bo ona akurat tak uważa, bo coś gdzieś usłyszała i przez jedno głupie zdanie wybija Was z rytmu i demotywuje. Brzmi znajomo? To, że jej się nie udało, nie znaczy, że Tobie też ma się nie udać! Czy ktokolwiek Wie lepiej od Ciebie co jest dla Ciebie najlepsze? Czy poddasz się pierwszej lepszej opinii osoby, która zaniża Twój poziom?

Owszem mogłam wybrać ścieżkę związaną ze sportem, ale powiedzcie mi po co? Bez papierów udaje mi się na tym zarabiać. Żyjemy w czasach, kiedy to ilość lajków na Instagramie określa Ciebie. Po co te studia jak wpisując już w opisie „trener personalny” mamy większe wzięcie. Ba! Już nawet tych weekendowych kursów trenerskich nie potrzeba. Wystarczy wypiąć dupę na jednym i drugim zdjęciu, a chętnych nie będzie brakowało. No właśnie nie będzie, ale kiedyś to się kończy.

Wiedza to fundament, a ciągłe jej pogłębianie określa Nas jako fachowców.

Ja poszłam w dość nietypowym kierunku, bo przeciętność nigdy mi się nie podobała. Jestem zadowolona, że nie ograniczam się do jednej sfery życiowej. Znudzi mi się jedno to przeskakuje na drugie, BO MAM TAKĄ MOŻLIWOŚĆ i myślę o tym zawczasu. Zawsze wybronię się doświadczeniem i wiedzą, a zdjęcia „dupy” będą tylko dodatkiem.

Wyjście poza strefę komfortu ZAWSZE, ZAWSZE niesie ze sobą korzyści. Więc z czystego serca mówię Wam, że sukcesu nie osiągnie się patrząc na zwycięstwa innych. Na wszystko trzeba zapracować i nie dostaniemy wszystkiego od razu. Jeżeli masz możliwość zrobić coś nie przeciętnego to to zrób. Później możesz tylko żałować i zaciskać zęby patrząc na osoby, które zrobiły to za Ciebie.

Ktoś mi jeszcze powie, że robię coś wbrew sobie i się nie spełniam? Z żadnego z treningów podczas sesji nie zrezygnowałam, poznałam masę różnych ludzi z całej Polski, wzięłam udział w nowych imprezach i wydarzeniach sportowych, nawiązałam fajne współprace. Czy naprawdę robię coś wbrew sobie? Rezygnuje z pasji? To mi jak najbardziej odpowiada, a z natury jestem osobą asertywną, więc gdybym miała powiedzieć nie, bym już dawno to zrobiła.

Ale po co robić coś wbrew sobie jak nie chce się być przeciętnym?