Tatry – nasze pierwsze starcie

Jak ktoś nie chodził po górach to nie wie o co chodzi. Bo BYĆ, a chodzić i zdobywać szczyty to dwa różne światy, niby są blisko, a jednak nie. W głębi serca wiedziałam, że je pokocham, tylko zawsze był jakiś pretekst, aby nie jechać. Jestem wytrzymałościowcem, osobą z bardzo dobrą kondycją fizyczną i psychiczną, więc to problemu nie stanowiło. O towarzysza również się nie obawiałam, bo w góry wybrałam się z Klaudią, czyli osobą NAJBARDZIEJ wysportowaną jaką znam. Nie chce jej tutaj chwalić bo bardzo tego nie lubi, ale muszę. Na te osiągnięcia, które ma jest za skromna. Klaudia jest Mistrzem Świata w Karate Tradycyjnym i to właśnie z karate się znamy. Niczego się nie boi, a adrenaliny zawsze jej mało (wchodząc na metalową konstrukcje Giewontu się o tym przekonałam). Kondycją, wytrzymałością, siłą ta kobieta Was po prostu rozwali, więc raczej nie polecam jej denerwować. W skrócie – czułam się bardzo bezpiecznie. O zmotywowaniu już nie wspomnę, bo każda chwila zwątpienia była na bieżąco tępiona.

Na wyjeździe wymagałyśmy od siebie dużo, bardzo dużo. Budziłyśmy się wcześnie, jechałyśmy na start i w granicach 19 lądowałyśmy w pokoju. Ostatkiem sił przygotowywałyśmy sobie jedzenie na kolejny dzień, myłyśmy się i szłyśmy spać. Bardzo jestem z tego zadowolona, bo każdy dzień był wykorzystany w 200%. Oczywiście trasy można było robić krótsze, można było też narzekać, odpocząć jeden dzień w pokoju, ale po co? Po co!? Widoki rekompensowały wszystko, cały wysiłek i zmęczenie. Z Klaudią jesteśmy już na tyle porąbane, że im bardziej jesteśmy zmęczone i wykończone tym lepiej.

Jadąc w góry nie powinno się narzekać, ogólnie w życiu nie powinno się narzekać, to bardzo utrudnia i wszystko psuje. Zamiast narzekać i się bać z problemem należy się od razu zmierzyć, tak robiłyśmy i oto nasz sekret najlepszego wyjazdu 🙂

Osoby, które jako tako wysportowane nie są, bądź są z dziećmi lub po prostu nie czują pociągu do włażenia pod górę równie dobrze mogą: okupić się na Krupówkach, wjechać na Gubałówkę, poczekać 3h w kolejce na Kasprowy, przejechać się bryczką lub napić się i zjeść w góralskiej karczmie. Opcji jest wiele, bo Zakopane dobrze wie jak zarobić na turystach 😊

W kolejnych postach opiszę 4 różne trasy jakie zrobiłam w Tatrach. Myślę, że wielu z Was zainspiruję, a już na pewno oczaruję zdjęciami. Uwaga spoiler:

.

1. Kuźnice – Kasprowy Wierch – Kondracka Kopa – Giewont – Kuźnice

.

2. Palenica Białczańska – Dolina Pięciu Stawów Polskich (Przedni i Wielki Staw Polski) – Siklawa – Palenica Białczańska

.

3. Palenica Białczańska – Morskie Oko (z lewej) – Czarny Staw Pod Rysami – Morskie Oko (z prawej) – Palenica Białczańska

.

4. Jaszczurówka – Nosal – Hala Gąsienicowa (z prawej) – Czarny Staw Gąsienicowy – Hala Gąsienicowa (z lewej) – Kuźnice

Łącznie przez 4 dni zrobiłyśmy ponad 102km. Każdy dzień to średnio 8h + i 25km chodzenia. Nogi poczułyśmy już po 1 dniu, ale chodzić się dało, więc po co odpoczywać jak czekały na nas takie widoki?

Podsumowując ten podsumowujący wpis 😛 chciałam przekazać Wam, że nie trzeba wyjeżdżać gdzieś bardzo daleko, aby spędzić cudowne wakacje. Wystarczy ogarnięta głowa i dobre towarzystwo. Nie chcę tutaj krytykować osób, które za granicę się wybierają, bo sama do nich należę. Ale uwierzcie, że te Tatrzańskie krajobrazy biją na głowę wiele przereklamowanych kurortów bądź miast na świecie. Ja na tym wpisie, ani wyjeździe nie kończę swojej historii z górami, oj nie. Zarys kolejnej górskiej wyprawy już się rysuje w głowie.