Jak jest w Albanii?

O mojej podróży  do Albanii dowiedziałam się dwa tygodnie przed wylotem. W sumie to za dużo na temat tego kraju nie słyszałam, ani nawet się nie interesowałam Albanią. Jednak nadarzyła się okazja by Albanię zobaczyć. Jako, że studia się dopiero rozpoczęły, a piątki na uczelni mam wolne to właśnie w piątek rano wyleciałam z Warszawy do Wiednia, a następnie leciałam już w kierunku Tirany. Lotów bezpośrednich do Tirany Polska niestety nie posiada, a w Tiranie znajduje się jedyne lotnisko w tym kraju.

Albania powitała nas (nas czyli polską wycieczkę osób pracujących w branży IT) słońcem i pysznym obiadem z widokiem na morze w Durres. Jeżeli chodzi o obiad to sama byłam go ciekawa, nie miałam zielonego pojęcia czym żywią się Albańczycy. Podczas obiadu królowały owoce morza. Mule na przystawkę, następnie spaghetti frutti di mare, rybka, a na koniec deser. Podczas posiłków polewane było cały czas wino.

Jeżeli chodzi o miejscowe wino to niestety nie urzekło mnie swoim smakiem. Znaczna większość win tutaj, to wina wytrawne. Oprócz win w Albanii można nabyć rakije, która jest wysokoprocentowym trunkiem (w skrócie łagodniejsza wódka). Po obiedzie zrobiliśmy spacerek po miasteczku portowym, a następnie teleportowaliśmy się do stolicy w której znajdował się nasz hotel.

Już od samego początku branżowcy się zintegrowali podając przez cały autobus butelki z wysokoprocentowymi trunkami. Ludzie byli naprawdę niesamowici i już na samym początku wiedziałam, że tej grupy będzie mi brakować, mimo iż byłam najmłodsza.

Po paru godzinach w Albanii, mogłam już na jej temat coś powiedzieć. Kraj ten ma bardzo ładny krajobraz, jest górzysty, posiada dużo zieleni oraz morze. Do bogatych i modernistycznych państw przyporządkować go nie można, ale jest bardzo zadbany i sympatyczny. Mój pokój w tirańskim hotelu mieścił się dość wysoko, a z okna miałam widok na panoramę całego miasta. Nowy Jork to nie był, ale na swój sposób podobał mi się.

Style się mieszały, wiele rzeczy nie ukończonych, starych lub dziwnych nie pasujących do reszty, ale chyba o to właśnie chodzi w tej Albanii 😛 Wieczorem udaliśmy się grupą na kolację do bardzo eleganckiej restauracji.

Przystawka, danie pierwsze, danie drugie, deser, wino. Niby dużo, ale to kuchnia Fusion, więc dla niektórych mało 😛 Często serwowanym daniem było Risotto.

W kolejnych dniach zwiedzaliśmy bardziej górzyste tereny. Cały czas świeciło słońce, a ja wykorzystując pogodę latałam w krótkich spodenkach. Jeep Safari, góry Dajti, Tirana, zamek w Berat, lokalne jedzenie i picie. Tak wyglądała sobota z niedzielą.

Kraj ten liczy 3ml ludzi, a 1/3 z nich zamieszkuje stolicę. Albańczycy nie są groźni 😊 Czasem odnosiłam wrażenie, że są zastraszeni. Zanim dadzą komuś w pysk to uprzedzą, że coś się nie podoba, aby do tego nie doszło. A nie podobało im się jedynie dowalanie Polaków do ich dziewczyn (czyli słuszna sprawa).

Jeżeli chodzi o kawę to piją jej za dużo, a kawiarnie są wszędzie, nawet chyba w kościołach 😛 Pamiątki tutaj nie powalają. Dla mnie takie mydło i powidło. Jedyną „pamiątką” przywiezioną przeze mnie z Albanii są przyprawy. Dobrą alternatywą są też trunki, ale po co przywozić rzeczy, które nie smakują?

Jak widać ostatnio częściej podróżuję niż biegam… 😀 Lubię podróżować tak samo jak biegać, ale z pasji tak łatwo zrezygnować się nie da. Rozwiewając wszelkie wątpliwości i wasze pytania – Tak trenuję na wyjazdach. Inaczej i mniej intensywniej, ale trenuję i „w miarę” dbam o to co znajduje się na moim talerzu. Korzystam z dóbr lokalnych, dobrze się bawię, bo kiedy jak nie teraz? Życie jest jedno, a wspomnień mi nikt nie zabierze np. wspomnień pisania tego artykułu w chmurach 😀

Czy polecam Albanię? Nie każdemu Albania się spodoba. Mi się podobała, ale nie na tyle, aby tam zamieszkać i zwiedzić ją jeszcze raz. Nie wiem jak to wygląda od strony leżakowania na plaży, bo takiej możliwości nie miałam, ale słyszałam, że Albania staje się coraz bardziej popularnym kierunkiem na takiego typu wypoczynek.